RSS
środa, 10 października 2018
Powtarzam się ciągle

i to w sposób niepowtarzalny. Ale już chyba o tym pisałem? Powtarzalność "wysysamy z krwią matki" - jak raczył stwierdzić nasz kolega, który zbyt często powtarzał pewną czynność, która go w końcu zabiła. Bo powtarzalna powtarzalność zabija. Ale niepowtarzalna... to już inna para kaloszy. Schodzone kalosze zaczną w końcu przeciekać, więc wtedy bardziej przydatne mogą się okazać lakierki. No i mucha, no bo nie można bez muchy w lakierkach! A jak deszcz, to i parasol. Chociaż, jak parasol, to przecież nie ma deszczu, tylko upał słoneczny, że mucha nie siada. No nie siada na lakierkach, tylko na szyi. Mucha-wampir oczywiście! Wgryza się w tętnicę, ale jednocześnie tak ściśle przylega, że krwotok tamuje. Więc nie ma krwotoku i tylko krople potu spadają na lakierki. Dobrze, że nie na kalosze! W kaloszach podczas skwaru zupełnie nie do twarzy. No właśnie - twarz z przegryzioną tętnicą (w szyi - przyp. red.) pod parasolem, gdy słońce pali, a lakierki uciskają musi wyglądać niezbyt powtarzalnie. I nie dlatego, że twarze są z natury niepowtarzalne (bo z próbówki to się da zrobić - przyp. kons. nauk.). Ale dlatego, że w końcu mucha pęknie i jucha tryśnie. Powtarzam to wszystkim wokoło, że w końcu musi to nastąpić. I nawet parasol nie pomoże. Ani nawet kalosze, gdyby były zamiast lakierek. No bo ile można wytrzymać w za ciasnej muszce wpiętej w tętnicę narodu? Tak - narodu, suwerena, społeczeństwa, gawiedzi, gromady, wspólnoty, hałastry, tałatajstwa, pospólstwa, populacji, elektoratu, publiczki, plebsu, tłuszczy, bandy, zgrai, motłochu, który to ciągle kupuje. Dostaje kasę, to kupuje. 5 stów piechotą nie chodzi - wystarczy na leasing konsumencki motocykla. Bo w tych korkach teraz, to samochodem się nie da. I właściwie nie potrzeba, bo zasiłek sam wpływa na konto. Wystarczy piwko i meczyk w TVP i gicio. A jak nie pasi, to wypad! To akurat powtarza się powtarzalnie. A jak już wspomniano: powtarzalna powtarzalność zabija. Więc się nie dziwta, że się powtarzam. Boć to nie potwarz ino parasol, a ściślej: parapluie. A tak na marginesie, to trochę dziwne, że ci Francuzi deszcz określają, że ktoś na nich pluje (ale delikatnie - tylko trochę pli). No ale wybrali Marcona! Żabojady, ale Dudy by raczej nie wybrali...

23:44, slavmar
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 września 2018
Zauważyłem, że się powtarzam.

To tu, to tam, ciągle te same smaczki, kruczki i ułybki (ros. uśmieszki), gówno warte poniekąd, ale po co te nerwy i ta samokrytyka? Żadnych nerw. Chciałem tylko dać świadectwo samo-świadomości. Że niby wiem. Ale co ja tam wiem? Rustykalny się zrobiłem. Vintage jakby. Ale nie slim fit. Na razie znaczy.

Wczoraj się powtórzył wieloosobowy spacer po Z. To były nocne oględziny jesionów. No i na razie wyrzynanie wstrzymane, dwa do usunięcia, cztery do podcięcia. Dendrolodzy ostrzą ekspertyzy. Wszystko jest teraz takie radykalne...

Dzisiaj był radykalny wschód Słońca, często widzi się wschody, Słońce wschodziło z poślizgiem na nadjeżdżającym TLK, na Niciarce. To też już było. I było, że było. Czego nie było? 

Ponieważ zaraz zjem paprykę faszerowaną soczewicą przyglądam się bardzo uważnie słowu FASZEROWAĆ. Faszerować, faszer, nafaszer, podejrzane jakieś, nafaszerowane farszem ze strychniną? Farsz, faszer... Nie, na strych pójdę przed meczem, po południu, strychnina na deser, a czyj to neseser, bo strychulec to przecież nie attykalny gargulec, ani perpendikularny rabarbar. Ale co ja tam wiem?

A z tym powtarzaniem się, to ściema jest i bulszyt, bo tak jakby -∞ → JA  → ∞ 

12:41, slavmar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 września 2018
Uważaj Hanka!

Wszyscy za Hanką? - no nie wiem... Nie mam nic specjalnego do Hanki... no może na początku za bardzo było widać, że czuje się trochę jak na zesłaniu? Ale potem już było widać, że ją to wszystko coraz bardziej rajcuje... rajcy ją rajcują, miasto zaczyna rajcować... tylko jak przemawia, to trochę za bardzo jak nauczycielka na szkolnej akademii. Czy to wystarczy? - no nie wiem... Uważaj Hanka! Rozpuściłaś rajców swoich, a oni w szkodę poszli, a my wszystko widzimy! Nie jesteś Komorowski, chociaż na pewno lepiej się poruszasz i malujesz. Polujesz? A wiesz że rajcy Twoi na drzewa polują? Chociaż z drugiej strony tak ekologiczni, że remontami ruch w mieście prawie zablokowali. I to nie tylko samochodowy, ale i komunikację miejską. Że nie wspomnę o przecięciu Widzewa na pół tak, że ani górą, ani dołem, tylko na skuśkę przez tory można się przedostać albo podwodnym tunelem na Niciarnianej.

23:15, slavmar
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 września 2018
Zemsta Józefa eS, lub Ka

Był taki film, przypominam sobie, i byliśmy na nim w kinie Wisła (obecnie w ruinie), vis-a-vis kina Gdynia (pierwsze w Łodzi kino non-stop, obecnie w ruinie), obok Domu Buta (czy jak to tam zwał, super rozbudowana zgodnie z wytycznymi konserwatora zabytków ruina), ten film miał tytuł "Zemsta po latach" i chodziło tam o to, że wózek post-inwalidzki zaatakował kobietę szepcząc "Dżouuseff....", po prostu rzucił się na nią ze schodów wiodących na strych, na którym 25 lat wcześniej... albo coś w tym stylu.

Zresztą... dziś prawdziwych kin już nie ma, i w niepamięć idą: Przedwiośnie, wymienione Wisła (Pod wulkanem) i Gdynia (Blues Brothers, ssgt.Pepper's itd.) także Bałtyk (x), Iwanowo (n+1), Zachęta (Magiczne ognie tej jesieni, Thais), Studio (Tess, NVEStry, Wojna Światów), a co było na Rynku Bałuckim (Tootsie)? Pokój (Manhattan), Roma (?) DKM - tak!, DOM KULTURY MILICJANTA (Blue Velvet), Młoda Gwardia (Jeździec bez głowy, kurczę, z ojcem jeszcze, CC na kulach...)...

...po co to piszę? Otóż - widzę, że rzeczywistość polsko-społeczna w sposób boleśnie absurdalny odbiega od moich nadziei, że jacyś orbanowie świata tego wytyczają mi, nam, NAM, Polakom, zastanówcie się! - drogi rozwoju i sposoby myślenia tak kuriozalnie na rękę Rosji, i tak samobójcze, że aż strach, i nie wiadomo, może jest w tym drugie dno, i to drugie dno rządzi, ale może jest i trzecie, czwarte... i one transformują... ale nie o to chodzi, po prostu ulegałem przez 20 lat z okładem jakiemuś złudzeniu, wydawało mi się że wszystko będzie dobrze, i cacy, a Polacy jacy-tacy, ale per saldo na pewno mądrzy i nie samobójczo ułomni mentalnie... ale jednak nie, i po tych 20 latach mamy zwykłą zemstę prawdy na fałszywych nadziejach i kwietnych mrzonkach, a jacy jesteśmy - każdy widzi.

Na inny temat, na temat drzew i walki obronnej, możliwego kuriozum Horticultural Expo 2024 et caetera tylko dołączę link, bo to jest temat i współczesny, i ważny, i bulwersujący, ale co tam się rozpisywać, Panie, i te śmieci na dołach, ech...!! Warto tu uświadomić sobie fakt, iż stacja przeładunkowa to zwykłe wysypisko butwiejących odpadów komunalnych, tylko odpady te są w ciągłym ruchu. Ale ich ilość jest wciąż taka sama - maksymalna.

https://www.facebook.com/Stop-%C5%9Amieciom-Na-Do%C5%82ach-203122500544395/

...a te drzewa, tych 75 jesionów do wyrżnięcia...! Jako wstęp do dendrofilnego eko-expo 2024 chyba. 4 miliony gości na Radiostacji, parki ogrodzone i za biletami jogging & ławeczki & nordic-style, no i parkingi [bo to parki są], 20-30 tys. ludzi dziennie przez Radiostację się będzie przewalać...! Super!

https://www.facebook.com/drzewanaradiostacji/

09:21, slavmar
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 września 2018
Szwedzi w Łodzi

Szwedki właściwie, ale Szwedzi się lepiej rymują w tytule. Dokładnie dwie. Pierwszy raz w Polsce i na krótko, ale skoro Łódź zrobiła na nich tak dobre wrażenie, to co będzie w Krakowie?

Zawsze to ciekawe na co takie świeżaki zwracają uwagę. Ale jak słyszę "O! Takie duuże miasto! I w samym centrum Polski!", to widać nie pytały się nawet wujka Gógla dokąd się wybierają.

Podróż z Okęcia do Łodzi na obcokrajowcach zawsze robi duże wrażenie. Kierowca miał kiedyś powiedziane, żeby jechał tak, by wyglądało, że Okęcie jest pod Łodzią. To było jeszcze zanim wybudowali autostrady, ale jakoś mu się utrwaliło, więc teraz faktycznie Szwedki wyjeżdżają z przekonaniem, że Okęcie dla Łodzi to jak Arlanda dla Sztokholmu. I nie zdarzyło się, żeby jakiś zagraniczniak coś kierowcy powiedział. Tylko my później słyszymy "Noo dość szybko jechał. Ale wszyscy tak jechali, więc chyba nie przekraczał ograniczeń". Widzieli prędkościomierz, ale wujka G. też najwyraźniej nie pytali o limity prędkości w Polsce.

Łódzka Manufaktura, to udana inwestycja - duża atrakcja dla wielu obcokrajowców. Akurat te Szwedki z jakichś przyczyn pasjonowały się ceglanymi budynkami i fabrycznymi oknami, więc Off! Piotrkowskie czy Manufaktura to było dla nich Wow! A jak sobie potem pojadły i popiły polsko-galicyjskich specjałów (restauracja Galicja - polecam), a potem poszły na zakupy, to wyjechały z silnym przekonaniem, że wrócą nie tylko w podróży służbowej, ale i wakacyjnej z rodziną. Z jakichś przyczyn były przekonane, że wartość złotówki to prawie euro, więc jak się dowiedziały, że to tylko 2 razy szwedzka korona, to już w ogóle poczuły się jak w zakupowym raju.

Przez tą ich szwedzką prohibicję to nawet kobiety nie wyjadą z Polski bez takiej ilości alkoholu, jaki mogą udźwignąć. Bo zasadniczo można więcej wywieźć niż dorosły mężczyzna może udźwignąć w bagażu podręcznym. Szwedki spróbowały Żołądkowej i to był ich główny suwenir z Polski.

Ale co się dziwić? W centrum Łodzi jest więcej sklepów z alkoholem niż w całej Szwecji. A tam piwo w knajpie jest 10x droższe... No i to jest chyba dowód, że (niestety) byt nieco kształtuje świadomość, a przynajmniej ograniczenia ją wypaczają ;)

22:58, slavmar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 września 2018
Wycina jesiony. Ale. Niech nie myśli,

że jej nie obserwuję. To, że (jako człowiek dobrze wychowany) wciąż maniakalnie na nią nie patrzę, że nie gapię się natrętnie na jej objawy i symptomy nie oznacza, ze nie śledzę jej ruchów. Jej rzutów, ognisk, stanów. Jej emisji i remisji. Jej potknięć. Jej wyznawców, jej popleczników, jej wytwórców. Rzeczywistość, jaka jest - każdy widzi, ja tylko monitoruję: jest - czy już jej nie ma. Ale wciąż jest. Czuję się cywilizowany, więc zamiast wyżynać watahy, chodzę na spacery. Podczas spacerów nie wypada wyżynać. Czekam na sposobność oddania głosu. "Daj głos!" - mówi ona, a ja hau-hau, krzyżyk naiwnie stawiam na opętaniu spauperyzowanych, elitarnych anty-elit, które realizują swoje tajemne deale z kościołem, Toruniem (Turoniem? To runiem.) oraz szarymi eminencjami abominacji (by antytetycznie zaczernić Białosza) a także rzucają wieprze przed perłopławy. I cóż, że zmierzcha?

Ale na spacerach otrzymuję zdradzieckie sztychy. Wali mnie w łeb.

Bo jednak, jednakże, kiedy idę nowym tunelikiem pod torami na Niciarnianej i wchodzę po zaszczanych (bo nie po prostu zasikanych, nie delikatnie moczem skropionych), zarzyganych (bo nie zdawkowo zanieczyszczonych skromnymi emisjami torsji), zaflegmionych (bo nie nabłyszczonych wyschniętą śliną) schodach, kiedy widzę rozbite na kawałki nowe panele ścienne, kiedy w dziurach dostrzegam pety, folie po chipsach, plastiki zmieszane z przetrawionymi liśćmi i zeschniętym błockiem, a dwa metry obok takie same schody całkiem są czyste, bo sprzątane przez PKP, te zaś należą do gminy chyba, to myślę, że zasługujemy na to co mamy, i dobrze nam tak.

A teraz rzeczywistość zrobiła się zabójczo jadowita, nagle, tak sobie, wkroczyły miażdżarki:

http://lodz.wyborcza.pl/lodz/7,35136,23857626,wycinaja-ponad-70-drzew-na-radiostacji-mieszkancy-wezwali-policje.html

http://bip.zzm.lodz.pl/images/docs/decyzje/07-17/decyzja-zelwerowicza.pdf

https://www.tulodz.com/wiadomosci,wycinka-drzew-na-radiostacji,wia5-3266-10177.html

(ciekawe kiedy wymieniano chodnik, chyba ostatnio w 1937)

12:07, slavmar
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 sierpnia 2018
Dlaczego nie wyrabiam?!

Może dlatego, że nie jestem wyrobnikiem? A dlaczego nie jestem wyrobnikiem? Może dlatego, że notorycznie nie wyrabiam? A dlaczego...? Ale o czym ja to? Aha... no właśnie - i po co człowiek włączał reżimowy kanał? Nie wystarczy, że płaci abonament i podatki, to jeszcze musi oglądać reżimowe wiadomości? Nie musi, ale żona wierzy w reżimowy sport i pogodę, i ogląda bez obrzydzenia, bo akurat w tych dziedzinach premier jeszcze nie przypisuje sobie wszystkich sukcesów.

A nie wyrobiłem (ze śmiechu, zdziwienia...?), jak usłyszałem w głównych reżimowych wiadomościach narzekania, że jedna z firm badających oglądalność tivi skandalicznie, celowo i nierzetelnie zaniża wskaźniki oglądalności TVP. Na poparcie oskarżeń pokazane zostały jakieś słupki i przywołany MOR (model oglądalności rzeczywistej). Oczywiście wszyscy doskonale znają MORa i w świetle wyjaśnień prowadzącego oczywistym było żądanie TVP, żeby dokładnie skontrolować tę firmę, dlaczego pokazuje niewłaściwe wyniki. Znaczy wiadomo dlaczego - żeby zniechęcić reklamodawców. Więc trzeba wykazać jej nierzetelność. Jeśli fakty (w tym TVN Fakty) są przeciwko nam, tym gorzej dla faktów... gdzieś to już słyszałem...

Następnym krokiem będzie zapewne nacjonalizacja tej firmy i obsadzenie zarządu własnymi ludźmi.

Potem wezmą się za GUS, bo jakoś nie potrafi udowodnić, że program 500+ działa cudownie.

Przyjdzie też czas na sport i pogodę, bo to straszne marnotrawstwo czasu antenowego! Zostanie wykazana pozytywna korelacja między malejącą dziurą ozonową, a wzrastającymi u nas wpływami z podatku VAT. Pogoda będzie podawana tylko dla miejsc, gdzie akurat planowane są państwowe uroczystości (miesięcznice smoleńskie, apele smoleńskie, odsłonięcia pomników, manewry WOT...).

Bredzę? Oby...

21:47, slavmar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 sierpnia 2018
Łódź, naziemna rezydencja vol.333

Jako naziemny rezydent, tymczasowy, i stażysta o ograniczonym okresie przydatności do spo-życia (życia społecznego) pragnę nadmienić, iż czuję się względnie dobrze a rehabilitacja moja przebiega - mam nadzieję - skutecznie. Osiągam niezłe wyniki w stacjonarnej jeździe górskiej na czas na monocyklu, bez monokla, i choć nie dostałem różowej koszulki, szczycę się obciążeniem 110. Tętno moje plasuje się w przedziale dopuszczalnych pulsów treningowych dla zawałowca niższej klasy, zaś wadę wzroku koryguję okularami z marketu. Nie mogę jeszcze wpisać swej rezydencji do podziemnej rezydencji, która utkwiła poza nurtem w bezczasie, ale to się z pewnością zmieni, albowiem komunikaty od rzeczywistości, parek, losu, opatrzności bywają jasne i lapidarne. A niektóre są forsingiem, jakby.

W najbliższych dniach mam zamiar oddać się pracy nad egzystencją lub rezystancją osobistą i nordycką proweniencją kijka postojowego lub swobodnie ciągnionego przez parki.

10:23, slavmar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 sierpnia 2018
Muszę przyznać szczerze

Choć nie bez oporów - przyznać muszę szczerze, iż pewne nadzieje pokładałem w... premierze (nie premierce bynajmniej jakżeby!). Krótko, co prawda, bo przez czas jakiś myślałem, że to prezydent będzie największym rozczarowaniem... mniejsza z tym, ale jest za to kilka fajnych demotywatorów!

demor1

demor4

demor3

demor2

demor5

A przy okazji można się natknąć na inne ciekawe, ale to już inna bajka... chociaż....?

putino

23:47, slavmar
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 sierpnia 2018
Chmurna ściema

Fałszywe zaciemnienie nieba chmurami, które niby to zapowiadają deszcz, ale fałszują i oszukują, wstrętnie kłamliwe, oszukańcze chmury, bo to tylko przytłamszenie jest, stłamszenie, stłumienie i przytłumienie światła, po prostu nie ma czym oddychać a wilgotność wynosi 71%. Cały dzisiejszy poranek to jedno wielkie pogodne oszustwo z uśmiechem pierzastego, czarnego barana w tle. Quetzalcoaran. Tego nie da się wytrzymać, i - by nie uleciało w niepamięć - trzeba podjąć, dziarsko krocząc, nordicką kolonoskopię poranka, podczerwony trening trzeciego stopnia, dziękując jednocześnie na poziomie kwantowym splątanym neutrinom auta za przychylne nastawienie materii. Bo niby dlaczego nie? O ładowaniu myszek może kiedy indziej, i o ciągnięciu ogonków...

Wkrótce opublikuję reminiscencję z nadmorza i z nadworu, albo nabalkonia, to co wszyscy już widzieli, ale na razie muszę iść, urodziny mamy Mamy Mamy córki. Narka. Mówię do Marka. A sekretarka w sekrecie trze... he, 

jurwschodzio

he. O.

12:56, slavmar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 31 lipca 2018
Najdłuższe takie zaćmienie

No może nie było to jakoś bardzo spektakularne, ale medialnie nośne, no bo to najdłużej trwający "krwawy księżyc" stulecia i w dodatku z Marsem! A w Niemczech podobno nawet z Saturnem!

Potential view of the 'blood moon' along with Mars and Saturn. Źródło: www.dw.com

Nie wiem, nie byłem, ale nie mam powodu nie wierzyć. Chociaż przypuszczam, że mamy sporą grupę osób, która zagranicznym mediom nie wierzy. Dla mnie też pozycja Saturna wygląda dziwnie - u mnie Saturn był z innej strony domu niż Mars i Księżyc... Księżyc ma kratery, Mars czapę polarną, a Saturn pierścienie. To akurat widziałem na własne oczy, chociaż nie teraz, ale w tym roku. Nic specjalnego z tego nie wynika, podobnie jak grożenie przez prof. Staniszkis Prezydentowi Dudzie, że stanie przed Trybunałem... Jakim Trybunałem? Jakie pierścienie Saturna? Jaka ewolucja? Jaka konstytucja?! Od małpy to ten gorszy sort pochodzi...

A lepszy sort ma najdłuższe w tym stuleciu zaćmienie. Poprzednie potrwało ze 2 lata, teraz mam nadzieję, że wystarczą 4. Więc brać aparaty i rejestrować to zaćmienie, bo może niezbyt spektakularne, ale przecie minie. No nie?



00:03, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 lipca 2018
Raz, dwa, trzy, Baba Jaga pa-trzy! A Mooon too...

Paanie, kiedy to było? Jaki Mundial? A ja lubię, i co? Nie lubisz pan Luki? Modricia? Idź Pan! A, że niby to luka... Mundial? Kto to pamięta? Co to jest Mundial? Zamierzchła przeszłość. Teraźniejszość jest co prawda jeszcze bardziej zamierzchła. Podmyta i oberwana. Jak droga krajowa. Zmierzcha i pierzcha. Pierzchła? Bynajmniej. No chyba, że piegża. Piegża pierzcha, jak referendum, w ogóle oni tylko udają, że są, to wszystko kupy się nie trzyma i niebawem przetrze się rzeczywistość, jak przecier, a... oni przecierają rzeczywistość? Z niedowierzaniem oczy przecierają przez sitko gęste, przecier z gałek? Tomato. Ewentualnie potato. Z potato ma se krochmal. Rozkrochmalone toto zupełnie, nie?

...i wszystko będzie pięknie, mądrze i wyrozumiale. Wyrozumialec nadejdzie, pożre zwyrodniały zakalec, padalec, on - kamikadze, erudyta, eunuch i anachoreta. I ułagodzi tę swojską sielskość. I kołnierzyk.

Tymczasem - katatonia. Bo jak zobaczy, to zje. Wilgotność 88%. Może wypije?

Księżyc też patrzy. Oprócz całkowitego zaćmienia umysłów współziomków można dziś będzie zaobserwować

http://wyborcza.pl/7,75400,23718909,dzisiaj-najdluzsze-zacmienie-ksiezyca-w-tym-wieku-nie-przegap.html

albo

 https://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/polska,28/znikajacy-ksiezyc-calkowite-zacmienie-w-piatek-now-za-dwa-tygodnie,267581,1,0.html

nie wiem, czy coś o zaćmieniu jest w reżimówce albo innych patriotycznych mediach, gdyż sama idea zaćmienia jest zapewne antykatolicka i nienarodowa.

22:15, slavmar
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 lipca 2018
I po ptokach

Znaczy po mundialu i muszę przyznać - choć nie lubię Chorwatów - to jednak szacun, kurde - chcieć to móc. W jakiejś równoległej rzeczywistości to nasi są na miejscu Chorwatów, ale nie tu.

Natomiast ciekawej wymowy nabierają różne memy w internecie...

Na Francuzów nikt chyba nie stawiał, ale to już taki rok, że dzieją się dziwne rzeczy. Mistrzami świata w piłkę kopaną zostały drużyny europejskie. I w pierwszej trójce nie ma Niemiec, Włoch ani Hiszpanii...

Na innym froncie też po ptokach - był Sąd Najwyższy, a będzie atrapa. I rządzi satrapa. Nawet słowa jakoś tak się łączą, kojarzą, jakby wiatry historii popychały nasz okręt ku nieuniknionemu. A może jak to z wiatrami - popierdzą, pośmierdzi i się przewietrzy?

22:21, slavmar
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 czerwca 2018
Czas leci, leczy, ale czy krzepi?

Cukier krzepi - jak powiedział Wańkowicz, ale czy pokrzepia nas miniony czas?

Po Senegalu przyszła zero do trzech rozwałka z krzepką Kolumbią w czasie rzeczywistym i rzeczywistej rzeczywistości. Po prostu padły naszym chłopakom sprężarki, bo było 46 stopni w cieniu po zmierzchu. I sprężyny też gdzieś się zapodziały, może wpadły do soczewicy w Soczi? Zatem rozprężenie obyczajów, destrukcja reklam lotosu, zatamowanie piwnej powodzi i uziemienie piwnych helikopterów oraz nie licujące z godnością napastnika cykliczne szkalowanie dobrego imienia pewnego producenta telefonów.

Potem kuriozalna końcówka w meczu z Japonią. Gdyby Anglia i Belgia rozpoczęły swój mecz (o 20.00,  4 godziny po nas-nich-tamtych-wtedy) z takim nastawieniem to przy tabeli 6/6/0/0 powinni byli właściwie legnąć se na trawce i zakurzyć se cygarety, albo vice-versa. Publiczność oczywista zaraz by ich pobudziła, a może nawet nawiedziła na płycie. A swoją drogą, to mogłaby być ciekawa imprezka - 22 piłkarzy i tzw. sztaby - piją napoje izotoniczne, polegują sobie, pojadają daktyle, publika wyje, a potem też pije, i tańczy, i pojada, i wszystko dobrze się kończy.

Bo przecież nie ma nakazu kopania permanentnego, a zresztą - mogliby sobie tam od niechcenia, polegując, leniwie kopnąć to tu, to tam, żeby nie dostać czerwonej kartki za opóźnianie, a publika, 40 tysięcy, wyłaby sobie i gwizała, i - ole!, ole!, ole! - a na przerwę zniosłyby ich, tzn. piłkarzy, STEWARDY od nru 201900 do 201987 - w modern-lektykach, i byłoby sielsko, anielsko, spokojnie, wesoło, i wypoczynkowo, wypoczęliby przed 1/8.

....ale nie, musieli się zajeździć, musieli się koniecznie naharować, i ci Belgowie, zupełnie od czapy nawet strzelili w bramkę, bramkę w bramkę, i bramka - gol! Co za samobójcze w sensie pragmatycznym ADHD!

...no nieinteligentni jacyś, pracowici nawet może!

Polacy zaś, łagodni, spełnieni zawodowo, i towarzysko, dobrze wyszkoleni, świetnie przygotowani, umotywowani i wybitni... co sie ta bedo wysilać, oni po prostu źle weszli w turniej, potknęli się przy wejściu, i tak zostało, to już za późno, nie ma co, lewą nogą wstali z ławki, i tak już poszło, lewa noga im wyszła i totalna nawałka, no nie ma co się teraz nad tym rozwodzić, lepiej przegrać dwa mecze 1:0 niż jeden 20:1, wszystko dobrze, dali z siebie wszystko co mogli. To było widać - dali wszystko, co mogli.

cukier_krzepi

10:42, slavmar
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 czerwca 2018
Jednak się stało, czyli uprzejmość dla Senegalu

Pewnikiem wiele już powiedziano i napisano po naszym meczu z Senegalem, ale nie dane mi to było usłyszeć, ani przeczytać (ale na pół meczu się załapałem). Już od jakiegoś czasu mówiło się, że to będzie trudny przeciwnik, że trzeba się przygotować i sprężyć. Odnoszę wrażenie, że za dużo się o tym mówiło, a chłopaki się chyba aż tak sprężyli, że podczas meczu musieli się rozprężyć. Chociaż pozostali spięci. Tak spięci, jakby przyjmowali u siebie ważnych gości. I tu chyba mamy wyjaśnienie - nasi postanowili kolegów z Senegalu po prostu ugościć, jak przystało na prawdziwych Polaków! I cóż że w Rosji?! Wszak na słowiańskiej ziemi przyjmowaliśmy afrykańskich gości, więc dobrze, żeby mieli jak najlepsiejsze pierwsze wrażenia. Męczyli się ze strzałami na bramkę, najwyraźniej mieli problemy ze skutecznością, to przy pierwszym golu trzeba im było pomóc. Ale okazało się, że po tym pierwszym golu tak się Senegalczycy zestresowali, że trzeba im było załatwić drugiego, bo żal było patrzeć. Ulitował się więc Krychowiak i wycofał piłkę, Piszczek tylko się przyglądał, jak wpuszczony w odpowiednim momencie na boisko Niang przejmuje piłkę. Bramkarz nie był zbyt gościnnie nastawiony do przybywającego z piłką i impetem gościa, ale nic nie mógł już wskórać przy zmowie swoich kolegów i sędziów.

Pewnie się po meczu zawodnicy nasłuchali od trenera, że przesadzili z tą gościnnością i teraz mają się sprężyć w trakcie meczu, a nie przed. Ale Kolumbijczycy po przegranej z Japonią też będą mocno sprężeni...

08:01, slavmar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 czerwca 2018
Kontynuując wondeg

pragnę nadmienić, iż wszyscy tu obecni, od Escherichia coli po Ojca Dyrektora, od morświna po meduzę, słonia, Bono i P.J. Harvey, wszyscy odnieśli sukces ewolucyjny, i to zapewne będzie przyczyną ich klęski. Kto jest - ten wygrał. Więc zaraz niechybnie przegra. Kogo nie ma - ten przegrał, jako gatunek oraz jako osobnik niezrealizowany, Panie Ichtiozaur, tak, do Pana mówię!

I żadne tam Jurassic Parki nie przywrócą do istnienia dodo ani stu milionów wymarłych gatunków, ani nie cofną wielkich i małych wymierań, a napis "Beware of Armageddon" (ang.) powinien być umieszczony na każdym atomie węgla...

I w ogóle po co ten cały Big Bang, inflacje, deflacje, defloracje, prostracje i defenestracje, no chyba, żeby można było jeszcze jedno piwko, a... to proszę bardzo!

10:00, slavmar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 maja 2018
Polska w ruinie ofiarą jest własnego sukcesu!

Usłyszałem przypadkiem w publicznej (chodzi o to, że mniej kasy dostaniemy z Unii) i nie wytrzymałem, musiałem więc zgłosić do Skarbnicy Wszelkich Głupot i Mądrości, którąż to internet niewątpliwie jest. Czyli dobrze, że nie oglądam publicznej, bo bym tak Skarbnicę naszą napchał, że nic by się już nie zmieściło! A to wcale nie abstrakcja, że miejsce w Skarbnicy skończyć się może. Chociaż dla wielu z nas to niewyobrażalne... noo, ale takie mamy czasy, że dzieją się rzeczy jeszcze niedawno niewyobrażalne. Na przykład staruszek przepłynął kajakiem ocean. I to nie Wiking jakiś bynajmniej, Portugalczyk, Holender, czy inny potomek sławnych żeglarzy. Tylko Słowianin. I to nie raz. I chciał jeszcze, ale żona stwierdziła, że dość tego dobrego, bo obiad stygnie ;) Więc pewnie również padł ofiarą swojego sukcesu...

I jak się tak głębiej, historycznie zastanowić, to jest to właściwie podstawowe prawo rozwoju osobniczego, jak i cywilizacyjnego: że nadchodzi taki moment, że stajemy się ofiarami własnego sukcesu. Jak było z Cesarstwem Rzymskim? Jak z Rzplitą od morza do morza? Jak z Napoleonem...? Że nie wspomnę o rewolucji pożerającej swe dzieci oraz ogon na deser. Czyli sukces prowadzi do klęski! No więc lepiej otworzyć kolejne piwko, niż tu jakieś przemyślenia wypisywać, bo jeszcze kto przeczyta, zauważy i będzie chciał wydać! A wtedy sukces murowany, kurde...

21:07, slavmar
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 maja 2018
Ale czy jeżeli można, to trzeba?

Nie wiem, i w ogóle mnie to nie obchodzi. Bo jeżeli trzeba, to czy można? Proszę bardzo. Ale co mnie to obchodzi? Wstałem o 2.35, bo położyłem się o 20.38. Mogłem, to się położyłem. Wstałem, bo nie dało się spoczywać. Nie trzeba było wstawać, bo teraz już nie można się położyć. Ale spoczywać się nie dało. Oto jest moja ulubiona, sentymentalna 4.16, dosyć pamiętna. ALE jeżeli można pamiętać, to czy koniecznie trzeba?

Obudził mnie sen. To jasne. Jak zwykle. Mam pobudliwe sny ostatnio. Bo, co do zasypiania, to - jak zwykle - zasnęła mnie jawa, Giro di Italia konkretnie, MLSu nie było. Giro usypia rewelacyjnie. Ale czy musi? We śnie dosyć męczącym, bo dużo jeździłem w terenie górzystym białym Jeepem, o, Freud miałby używanie, te wzniesienia ośnieżone, wąskie dróżki z pośniegową breją, grząskie zaspy, zakręty pod górę, we śnie więc - przejechałem [pod płotem-siatką metalową, na rogu, na śniegu, obok słupka] białą sukę w ciąży, to znaczy żyła, bez problemu, ale była nieco płaska w miejscu, gdzie po niej przejechałem. I futrzasta. Biała. Ale patrzyła. Fakt, że smutno. Każdy by smutno patrzył na jej miejscu, futrzasty czy nie, biały czy zielony. Dzieci płakały. Ich matka też patrzyła - karcącym wzrokiem ew. spojrzeniem, nie wiem czym się patrzy, korą wzrokową może, korą wzrokową mnie karciła w milczeniu. Patrzyła w milczeniu, a to jest najgorsze ze spojrzeń karcących - spojrzenie milczące. Prosto z doliny ludzi karcąco-milczących o spojrzeniach milkliwych. I karalnych. Spojrzenie karalne. Nie można? Ale czy trzeba?

A potem oczywiście ten pieprzony SUV sam odjechał, i przez zaśnieżony las przebijał się z mozołem, a ja brnąłem za nim, i kiedy dobrnąłem do drzwi auta - obudziłem się, bo tak jakoś groźnie począł obracać się ku mnie paszczą, mieląc bezgłośnie śnieg w zębach...

...nie, Panie Zygo-Freudku, nie czułem, że chce mi coś odgryźć, raczej po prostu przejechać mnie chciał...

Ale jeszcze się zdrzemnę, mogę, to muszę, bo potem - może być za późno.

04:32, slavmar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 maja 2018
A jednak można

Można żyć bez TiVi, WiFi, HiFi, PSP, RDS i internetu. Zwłaszcza na łonie natury, we wsi sielskiej anielskiej, wśród mchów i paproci, na boso i po dobroci.

Klangor żurawi niesie się po mokradłach, bocian kroczy dostojnie po łące, łabędzie uprawiają balety na stawie, biała czapla dziwnie szyję wygina na brzegu, bąk buczy w szuwarach, kaczki zrywają się hałaśliwie do lotu, a bóbr płochliwie umyka w głębinę.

Jedyna przewaga Discovery Channel, to brak komarów.

21:33, slavmar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 maja 2018
[...] to już tyle, a ja nic...

Kurczak słonkom nie podbechta frymuśnej kartoflanki.

Dziwne, stukam w literki, ale klawiatura nie chce się domyślić co będę pisał. Telefony są bardziej smart. Zawsze przewidują co też tam mi aktualnie chodzi po głowie i trafnie antycypują ad hoc treść komunikatów. Ambiwalentny ogórek już się przedstawił do przewiania wyglądu. Wnioskuję z tego, iż istnieje determinanta semiotyczna czy może oś znaczenia, tzw. strzałka od-szczeku, i co się powie, to się nie od-powie, i jest powiedziane po wsze czasy onomatopeja rzęzi po omacku przedwczoraj.

Można by rzec, iż Manchester w sercu swym jest wietrzny i niezamieszkały, oraz, że najechały to miasto-echo przemysłu hordy osobników posługujących się jakimś bliżej nieokreślonym bełkotem, który ma imitować angielski i wywoływać we mnie fałszywe mniemanie, że oto jestem w Anglii. To nie może być angielski. To jest jakiś szczekliwy erzatz, jakaś normalnie ściema, wiem, bo uczyłem się angielskiego, i brzmi on zupełnie inaczej, i w wielu gardłach podobnie, a nie tak doszczętnie indywidualnie. Jakieś narzecze może, albo spisek, w ogóle nie wylądowaliśmy w Anglii, kto wie, może nawet nie wystartowaliśmy, widziałem w Zakopanem taki autobus na siłownikach...

Kurcz słonikom decha uśnij z flanki.

10:09, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 marca 2018
Wiza do raju

Wiadomo, że raje są przereklamowane, ale ponieważ reklama dźwignią handlu, to ludzie i tak tam walą drzwiami i oknami, czasem przez komin.

Żeby uzyskać wizę do raju wystarczy załapać się na odpust, wysadzić w powietrze, robić dobre uczynki bezinteresownie albo wypełnić długi formularz szczerze odpowiadając na wiele różnych pytań. Ten ostatni sposób ma niewątpliwie jakiś sens, gdyż niektóre pytania zmuszają do głębokiej refleksji nad (nie tylko swoim) dotychczasowym życiem oraz jego celem. Przytaczam niektóre pytania ilustracyjnie w oryginalnej pisowni.

  • Do you seek to engage in espionage, sabotage, export control violations, or any other illegal activity while in the United States?
  • Do you seek to engage in terrorist activities while in the United States or have you ever engaged in terrorist activities?
  • Have you ever or do you intend to provide financial assistance or other support to terrorists or terrorist organizations?
  • Are you a member or representative of a terrorist organization?
  • Have you ever ordered, incited, committed, assisted, or otherwise participated in genocide?
  • Have you ever committed, ordered, incited, assisted, or otherwise participated in torture?
  • Have you committed, ordered, incited, assisted, or otherwise participated in extrajudicial killings, political killings, or other acts of violence?
  • Have you ever engaged in the recruitment or the use of child soldiers?
  • Have you, while serving as a government official, been responsible for or directly carried out, at any time, particularly severe violations of religious freedom?
  • Have you ever been directly involved in the establishment or enforcement of population controls forcing a woman to undergo an abortion against her free choice or a man or a woman to undergo sterilization against his or her free will?
  • Have you ever been directly involved in the coercive transplantation of human organs or bodily tissue?

Chrześcijaństwo zna instytucję rozgrzeszenia, więc

While a YES answer does not automatically signify ineligibility for a visa, if you answer YES you may be required to personally appear before a consular officer.

I jeszcze tylko na dobranoc wystarczy zapoznać się z:

WILLIAM WILBERFORCE HANDEL LUDŹMI OCHRONY OFICJALNEJ AKTU W 2008 R.

I po dokonaniu stosownej opłaty... nie, nie oczekiwać paszportu z wklejoną wizą do raju, tylko załatwiać dalej.
23:29, slavmar
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 lutego 2018
Latka lecą a grzeczność rośnie

I bardzo dobrze, i tak trzymać, składam niniejszym hołd i podziękowanie Gościom i Gospodarzom imprezki A&S duoparty, a także wracam mimochodem do wypartych wspomnień z lat minionych, i dobrze, i tak trzymać, wypierać i jeszcze raz wypierać, a nawet prać. Bo kto nie wyprze, ten skończy na tryprze (grzeczniej: Cyprze), a kto nie wypierze tego zjedzą jeże.

Gospodarz, jak kapitan (pochlebiam sobie, jaki ta ja kapitan, kapitel może), schodzi ostatni, ale tym razem, o dziwo, nie zszedłem, no, może faksthysznie mogłem darować sobie ten już na prawdę zuphełnie ostatniusieńki łyszeh brabazonbottling przed snem, ale trudno, ważne, że radość, dobroć, powściągliwość i empatia.

Ale oczy już nie te, co kiedyś...

Może i dobrze.

10:08, slavmar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 lutego 2018
Z dystansu (czyli jadę na Marsa)

Gdy nasi zarządzający poprzez kryzys politycy znowu próbują coś naprawić inaczej (a może intencjonalnie popsuć, żeby potem trochę się wycofać, co wyglądać będzie na naprawę?), szukam jakiegoś sposobu na oderwanie się od tych ziemskich spraw & sprawek. I oto NASA przychodzi z pomocą! Bo jest robota na Marsie i zaczęła się rekrutacja:

Nasa - Mars explorers needed
Temat jest w każdym razie i ciekawszy i bardziej doniosły niż tłumaczenia twórców ustawy o IPN, co właściwie mieli na myśli, jak bardzo dobrze chcieli i dlaczego wyszło jak zwykle. Narobili smrodu i żenady, ale cóż to znaczy przy eksploracji Marsa? Teraz to temat dość egzotyczny i pewnie jak NASA rozpocznie faktyczną rekrutację, to nie będę już w wieku poborowym. Ale faktem jest, że łazik Curiosity bada Marsa już trzeci marsjański rok (1964ty sol, czyli dzień marsjański), a łazik Opportunity jeździ tam sobie już ponad 14 lat (ziemskich, ponad 5K soli, a może solów)!

Mars

Przez internet można sobie sprawdzić, gdzie jest teraz Curiosity i co na czerwonej planecie wyczynia. Normalnie science-fiction! Serial ma może trochę wolną akcję, bo ten łazik przejechał dotąd niewiele ponad 18 km (Opportunity ponad 45 km), ale dzięki temu, co bada i przesyła kolonizacja Marsa staje się coraz bardziej realna.

Już dawno nic na ten temat nie było w żadnych wiadomościach! Łazik musiałby chyba znaleźć jakieś ruiny marsjańskiej cywilizacji albo chociaż wrak pojazdu kosmitów, żeby się takie info przebiło między relacją z posiedzenia komisji specjalnej, a migawkami z procesu kolejnego sędziego albo polityka PO czy PSL.

23:09, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 lutego 2018
Luty miesiącem pamięci przedaudytowej

A i owszem, owszem - tak. Nowa norma, nowe procedury, stara bida.

Zima. Dokarmianie.

Zarządy gorliwie analizują ryzyko ogólne, oraz ryzyka większe, ale mniejsze niż ogólne i mniejsze niż większe-mniejsze, skrzętnie wypełniają tabele, stosują świeżutkie algorytmy i prowadzą szeroko pojętą aktywność kognitywno-formalną w zakresie przewidzianym normą. W kontekście analizy kontekstu stare treści nabierają nowych rumieńców a organizacja, jako tekst kultury, staje się komunikatem, który brzmi jak spiżowy dzwon w gęstej ciszy sierpniowego popołudnia albo ryk odrzutowego silnika w mateczniku.

Tymczasem Bez Nasz, nasz lilak privé, Syryngia vulgaris nasza, onaż to wygląda jak zmutowana palma kokosowa o znacznym stopniu degradacji ulistnienia. Mutacja bezpalmy, która niekiedy także odbija na wiosnę, poszła dwutorowo (wcale nie piżmaczkowata, nie szczeciowata to palma jest) - otóż owocuje ona w lutym tego roku połówkami orzechów kokosowych wypełnionymi smalcem z nasionami słonecznika lub takimiż owocuje smalcowatymi połówkami ze smakowitymi, suszonymi larwami, alibo tyż wydaje z siebie doniczki z w.w. smalcem zmieszanym z ziarnami nieznanej proweniencji. Owocuje więc hemisferami i stożkami ściętymi, żeby sójki miały zagadkę, a sikory pokarm w dni mroźne.

I tak, jak chrzęści miażdżona w mocarnych dziobach treściwa karma przyrządzona ze stężałego [po wytopieniu z martwych tkanek zwierzęcych] tłuszczu, pożywnych larw, czarnych łusek i ziaren, tak chrzęszczą w tytanicznych duszach audytorów wewnętrznych miażdżone stalową wolą permanentnej poprawy twarde treści pożywnej PN-EN ISO 9001:2015.

...a z tą polemiką, to ten... że niby nie wiem? Ja nie wiem? Panie kierowniku, ja dobrze wiem, co wiem, zima jest...

10:31, slavmar
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 lutego 2018
Polemikne dalej (lub bliżej)

No i tak to już jest z tymi polemikami z samym sobą, że czasem człowiek sam nie wie, o co mu wcześniej chodziło, więc ochoczo uderza w polemikę. Widać taki mamy klimat, żeby polemizować. Na wszelki wypadek. A potem oczywiście trzeba będzie polemizować z polemiką, że uprawniona lub nie albo nawet wcale żadna polemika, tylko oczywista oczywistość. A z oczywistymi oczywistościami jest trochę jak z szukaniem zguby pod latarnią:

- A dlaczego Pan akurat tutaj szukasz?

- No bo tu jaśniej i lepiej widać...

Więc te obecne oczywiste oczywistości oświetlają silnym jupiterem nawet całkiem nieźle, tylko zupełnie obok miejsca zguby. I to właściwe niezależnie od tego, kto tym jupiterem świeci. Chociaż niektórzy świecą na pewno lepiej i bliżej. Ale "oczywiście" nie te reżimowe szcze-Kaczki... za przeproszeniem, jakoś tak wyszło... obok... nie mam nic do kaczek... nawet jakby szczekały polemizując z psami.

23:05, slavmar
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29