RSS
środa, 21 lutego 2018
Latka lecą a grzeczność rośnie

I bardzo dobrze, i tak trzymać, składam niniejszym hołd i podziękowanie Gościom i Gospodarzom imprezki A&S duoparty, a także wracam mimochodem do wypartych wspomnień z lat minionych, i dobrze, i tak trzymać, wypierać i jeszcze raz wypierać, a nawet prać. Bo kto nie wyprze, ten skończy na tryprze (grzeczniej: Cyprze), a kto nie wypierze tego zjedzą jeże.

Gospodarz, jak kapitan (pochlebiam sobie, jaki ta ja kapitan, kapitel może), schodzi ostatni, ale tym razem, o dziwo, nie zszedłem, no, może faksthysznie mogłem darować sobie ten już na prawdę zuphełnie ostatniusieńki łyszeh brabazonbottling przed snem, ale trudno, ważne, że radość, dobroć, powściągliwość i empatia.

Ale oczy już nie te, co kiedyś...

Może i dobrze.

10:08, slavmar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 lutego 2018
Z dystansu (czyli jadę na Marsa)

Gdy nasi zarządzający poprzez kryzys politycy znowu próbują coś naprawić inaczej (a może intencjonalnie popsuć, żeby potem trochę się wycofać, co wyglądać będzie na naprawę?), szukam jakiegoś sposobu na oderwanie się od tych ziemskich spraw & sprawek. I oto NASA przychodzi z pomocą! Bo jest robota na Marsie i zaczęła się rekrutacja:

Nasa - Mars explorers needed
Temat jest w każdym razie i ciekawszy i bardziej doniosły niż tłumaczenia twórców ustawy o IPN, co właściwie mieli na myśli, jak bardzo dobrze chcieli i dlaczego wyszło jak zwykle. Narobili smrodu i żenady, ale cóż to znaczy przy eksploracji Marsa? Teraz to temat dość egzotyczny i pewnie jak NASA rozpocznie faktyczną rekrutację, to nie będę już w wieku poborowym. Ale faktem jest, że łazik Curiosity bada Marsa już trzeci marsjański rok (1964ty sol, czyli dzień marsjański), a łazik Opportunity jeździ tam sobie już ponad 14 lat (ziemskich, ponad 5K soli, a może solów)!

Mars

Przez internet można sobie sprawdzić, gdzie jest teraz Curiosity i co na czerwonej planecie wyczynia. Normalnie science-fiction! Serial ma może trochę wolną akcję, bo ten łazik przejechał dotąd niewiele ponad 18 km (Opportunity ponad 45 km), ale dzięki temu, co bada i przesyła kolonizacja Marsa staje się coraz bardziej realna.

Już dawno nic na ten temat nie było w żadnych wiadomościach! Łazik musiałby chyba znaleźć jakieś ruiny marsjańskiej cywilizacji albo chociaż wrak pojazdu kosmitów, żeby się takie info przebiło między relacją z posiedzenia komisji specjalnej, a migawkami z procesu kolejnego sędziego albo polityka PO czy PSL.

23:09, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 lutego 2018
Luty miesiącem pamięci przedaudytowej

A i owszem, owszem - tak. Nowa norma, nowe procedury, stara bida.

Zima. Dokarmianie.

Zarządy gorliwie analizują ryzyko ogólne, oraz ryzyka większe, ale mniejsze niż ogólne i mniejsze niż większe-mniejsze, skrzętnie wypełniają tabele, stosują świeżutkie algorytmy i prowadzą szeroko pojętą aktywność kognitywno-formalną w zakresie przewidzianym normą. W kontekście analizy kontekstu stare treści nabierają nowych rumieńców a organizacja, jako tekst kultury, staje się komunikatem, który brzmi jak spiżowy dzwon w gęstej ciszy sierpniowego popołudnia albo ryk odrzutowego silnika w mateczniku.

Tymczasem Bez Nasz, nasz lilak privé, Syryngia vulgaris nasza, onaż to wygląda jak zmutowana palma kokosowa o znacznym stopniu degradacji ulistnienia. Mutacja bezpalmy, która niekiedy także odbija na wiosnę, poszła dwutorowo (wcale nie piżmaczkowata, nie szczeciowata to palma jest) - otóż owocuje ona w lutym tego roku połówkami orzechów kokosowych wypełnionymi smalcem z nasionami słonecznika lub takimiż owocuje smalcowatymi połówkami ze smakowitymi, suszonymi larwami, alibo tyż wydaje z siebie doniczki z w.w. smalcem zmieszanym z ziarnami nieznanej proweniencji. Owocuje więc hemisferami i stożkami ściętymi, żeby sójki miały zagadkę, a sikory pokarm w dni mroźne.

I tak, jak chrzęści miażdżona w mocarnych dziobach treściwa karma przyrządzona ze stężałego [po wytopieniu z martwych tkanek zwierzęcych] tłuszczu, pożywnych larw, czarnych łusek i ziaren, tak chrzęszczą w tytanicznych duszach audytorów wewnętrznych miażdżone stalową wolą permanentnej poprawy twarde treści pożywnej PN-EN ISO 9001:2015.

...a z tą polemiką, to ten... że niby nie wiem? Ja nie wiem? Panie kierowniku, ja dobrze wiem, co wiem, zima jest...

10:31, slavmar
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 lutego 2018
Polemikne dalej (lub bliżej)

No i tak to już jest z tymi polemikami z samym sobą, że czasem człowiek sam nie wie, o co mu wcześniej chodziło, więc ochoczo uderza w polemikę. Widać taki mamy klimat, żeby polemizować. Na wszelki wypadek. A potem oczywiście trzeba będzie polemizować z polemiką, że uprawniona lub nie albo nawet wcale żadna polemika, tylko oczywista oczywistość. A z oczywistymi oczywistościami jest trochę jak z szukaniem zguby pod latarnią:

- A dlaczego Pan akurat tutaj szukasz?

- No bo tu jaśniej i lepiej widać...

Więc te obecne oczywiste oczywistości oświetlają silnym jupiterem nawet całkiem nieźle, tylko zupełnie obok miejsca zguby. I to właściwe niezależnie od tego, kto tym jupiterem świeci. Chociaż niektórzy świecą na pewno lepiej i bliżej. Ale "oczywiście" nie te reżimowe szcze-Kaczki... za przeproszeniem, jakoś tak wyszło... obok... nie mam nic do kaczek... nawet jakby szczekały polemizując z psami.

23:05, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 lutego 2018
A ja se polemiknę

Ku mojemu zdumieniu, i pozwolę sobie nie zgodzić się samemu sobie z samym sobą, jak to już bywało.

Otóż film, który ma być może na celu (ta podejrzliwość) dalsze frustrowanie Polaków, którzy powinni być dumni z postępów poczynionych na terytorium przez nich zamieszkiwanym ukazuje jedynie garść przypadków. I w oparciu o tę garść nie trzeba wnioskować o raju zamorskim i piekle lokalnym.

Można wybrać 500 osób, którym się nie powiodło, albo umiarkowanie podupadło, i stworzyć dokument wspierający tezę, iż jednak warto było po ukończeniu socjologii robić doktorat na UŁ a nie mieszać beton w USA, albo mieszać beton w Polsce, a nie spać w pudle w Chicago.

Problemem jest - wydaje mi się - brak poszanowania dla własnych, niemałych sukcesów, i to obecna władza wzmaga. Wbrew temu, co deklaruje. Nie obchodzi mnie, czy jest to celowa manipulacja, czy zbiorowe odreagowanie czegoś tam, czy zwykła głupota, po prostu żal, że nie ma apoteozy rozwoju dokonanego.

Beczkę faktów zepsuje łyżka poglądów.

A kto nie wierzy, że coś się zmieniło, niech sobie obejrzy jakiś polski filmik z lat 70 czy 80, nie dla treści ale dla tła, dla drugiego planu. W tle dobrze widać niewiarygodny wręcz progres.

Zaś co do zmian norm zachowania w zakresie np. relacji konsumencko-handlowych, przypominam: "Czego? Nie ma, niech się dowiaduje."

Gdyby tak sklepik w Głownie, ten sam, w tym samym miejscu, przenieść 30 lat wstecz to Pewex wysiada (piwa - 10 gat., whisky - 4 gat., wódka - 15 gat., Gillette, BiC-legendarne długopisy (też czasem z Kanady), Chipsy, Marlboro, Camele, ludzie kupują 10 dkg szynki! - raj berlińsko-nowojorski dla człowieka pracy, nie można przecisnąć się między regałami.

Może nie ma co się wściekać, może można mieć nadzieję, i ja staram się mieć nadzieję, że dziwnych ludzi w końcu z polityki wywieje... tylko kto to będzie naprawiał? Łagodnie, mądrze i wyrozumiale lecz stanowczo?

Wstyd przyznać, ale komunistyczne rojenia o egalizacji wszystkich, i braterstwie, i szacunku, bez względu na poziom, właśnie - dziwnie nieuchwytny poziom - wydają się błędem kardynalnym. Szanuję człowieka, człowieka w człowieku, nie brutala, nie głupka, nie złoczyńcę. Istotę człowieka, nie atrybuty doraźne. Ale forma, cechy, deformacja i degrengolada... cicho! Widział kto człowieka bez formy jego? Cicho, kur...! Sęk w tym, żeby chama, prostaka, prymitywa z mentalnego gnoju wydobyć, ogładzić, wyedukować, cel mu wskazać wyższy, a nie wszystkich w jeden gnój wpier...olić i dobrze zabełtać. Że tak, z chamska, truknę.

O, a teraz, widzę, że ci nierozsądni politycy nową wygenerowali, tym razem międzynarodową, aferkę ipnowską. Brawo. Dyplomacja. Hu-hu, ha-ha, hop-dziś-dziś, trala-la! Wyspiański z niedowierzaniem oczodoły przeciera.

...ta alter-egowa moja polemiczka mało polemiczna się robi, jakby... nieco...ekhm...

07:23, slavmar
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 stycznia 2018
Osadnik cd.

Cd. ale inaczej - już nie tak metaforycznie. Chociaż kto wie?

Otóż dość ciekawe są historie Polaków osiadłych gdzieś daleko za granicą jedną, drugą, czy trzecią. Jedni osiedli jeszcze przed opadnięciem żelaznej kurtyny, drudzy jeszcze przed wejściem do UE, a najnowsi już po. Formuła programu jest taka, żeby pokazywać Polaków, którzy odnieśli sukces, więc oczywiście nie chcą wracać. Ale dość smutny i jednoznaczny wniosek przebija z tych historii, że w kraju nie mieliby szansy/możliwości odnieść taki (albo podobny) sukces. Ucieczka dobrze im zrobiła. A ja oglądając to czuję się, jak w jakimś zaścianku, w którym trwa jałowy kocioł. W programie nie ma podtekstów politycznych, ale obecna sytuacja w kraju niestety podkreśla zaściankowość, wrzący kocioł i obniżenie lotów, czyli podcinanie skrzydeł. Bo jakoś tak z tego serialu wynika, że wystarczy wyjechać z Polski i już Polak rozwija skrzydła i realizuje swoje marzenia. Może dlatego, że taki osadnik przesycany jest innym osadem? Tu mamy osad zasyfiony smogiem spalanego po nocach kołtuństwa, śmierdzący antysemityzmem i nazizmem, duszący katolicyzmem i zamordkaczyzmem. Przepraszam za doraźność, ale niestety piszę tu & teraz i ona (doraźność) mi akurat skrzeczy. Przy tak grubym osadzie słowa chrzęszczą w gębie, a piasek nienawiści boli w zwyrodniałych stawach przy każdym sensownym ruchu. Bezsensowne ruchy nie bolą, gdyż nie trzeba myśleć, tylko podążać...

Oczywiście wiemy, że gdzie indziej jest inny osad i każda nacja ma swoje problemy. Szwedzi też dużo piją, Rosjanie też biją żony, a Niemcy też mają nazikibiców.

Tylko chyba ten nasz polski osad jakoś chroni nas przed innymi szkodliwymi osadami tak, że większości raczej pomaga na obczyźnie. A tutaj zmieszany osad polsko-zagraniczny mógłby poważnie zaszkodzić. Dlatego Polacy raczej nie chcą wracać. Chyba, ze nie mają innego wyboru...

23:50, slavmar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 stycznia 2018
Osadnik

Ale dekantator, nie eksplorator białej plamy. Co ja mówię? A tak sobie metaforyzuję strukturalnie. A co mi tam. A co, nie wolno? Człowiek osadnikiem jest, w którym się osadza gęste i ciężkie, a lekkie na wierzchu pływa. Nie żeby szambo, raczej jakaś filtracja, jakieś rozdzielenie, ale nie schizofrenia, raczej pojemnik na doświadczenie, niebawem dziurawy, doświadczenie wypłynie, i będzie nareszcie jak trzeba, czyli pusto, ale czysto. I spokój wieczny, amen.

Przesadnie Wydłużony Interwał (PWI), zwany niekiedy interludium, powoduje, że oto gromadzą się w pamięci substancje stałe w takiej ilości, że nie ma co wracać do minionych chwil ze swoimi opisami scen mrożących krew w przyciasnych na skutek zaawansowanej sklerozy żyłach. 

Generalnie dobrze jest, był ksiądz po Kolędzie, młody i sprawny umysłowo, mogliby się hierarchowie uczyć od niższych rangą niektórych, może się zresztą uczą, ale nie od tych, co trzeba. Może coś z nadprzestworza spłynie i rozjaśni? Były jazdy i rozjazdy, grypy, śniegi, błota, breje, wichry, zniechęcenie i rozochocenie, ale po co się zniechęcać? Można się nie zniechęcać.

Byle do wiosny.

10:09, slavmar
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 stycznia 2018
Nie wierzcie dziennikarzom!

Cyklistom wierzyć można. Ale automobilistom w żadnym razie! Zasada ograniczonego zaufania. Zarówno względem tych z przodu, jak i z tyłu, jak również z lewej i z prawej. Ta samo z dziennikarzami - zasada ograniczonego zaufania - zarówno do tego co zapodają ci z lewej jak i tamci z prawej. Bo już nie ma nikogo pośrodku. "Pośrodku jest gówno po kotku" - jak mawiał brat dziadka na wsi (nie mylić broń Boże! z WSI), ale nie wiem, czy to akurat jest a'propos.

Generalnie dziennikarze ostatnio piszą słabo a'propos. I nie chodzi mi tu nawet o tzw. fake newsy, czy ordynarne kłamstwa. Chodzi mi o to, że wielu dziennikarzom się wydaje, że są pisarzami. Piszą do prasy czy do netu (oops! sorki - sieci) tylko po to, żeby później wydać książkę. Więc skoro mają powołanie pisarskie, to fakty im już nie wystarczą i muszą coś kreować, dorabiać, kombinować. Może nawet słyszeli kiedyś o prawdziwym zmyśleniu Hłaski, tylko adaptują to do publicystyki. Już zupełnie im się popierdzieliło! Biorą coś - nawet z reala (jakiś fakt, czy wypowiedź) - na swoją polemiczną grillownicę i jadą z koksem. Tylko zupełnie obok i nie a'propos. Izolują cytat z kontekstu, czynią założenia, naciągają intencje i potem już można jeździć do woli jak po łysej kobyle (sorki kobyła i obrońcy praw łysych kobył).

Pamiętam, że "sztuka" ta doprowadzona została do perfekcji w reżimowych mediach w okresie stanu wojennego, a teraz garściami czerpią z tego dorobku media publiczne (zwłaszcza Wiadomości i TVP info). A jak dochodzi do starcia bezpośredniego, to ostro widać, jak bardzo nie a'propos są dyskusje i argumenty. Mieli łączyć, a dzielą coraz bardziej, więc jedyna nadzieja w kolejnych wyborach. Polityków wyborami można wymienić, ale dziennikarzy...?

00:13, slavmar
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 stycznia 2018
Och, gdybyż umysłem...

objąć, uchwycić! I tu właśnie tkwi problem. Oraz przyczyna frustracji. Może...

Powyższe zdania kognitywistyka rozpatruje jako świadectwa metafor organizujących rozumienie świata, pisałem o tym w mojej przesławnej, nikomu nie znanej pracy magisterskiej, na początku ostatniej dekady ubiegłego wieku (jak to brzmi!) [jak spóźniona autoreklama?], metafor chyba strukturalnych, czyli mamy tu: problem jako coś co tkwi w czymś (w gładkiej desce gwóźdź?) oraz poznanie i rozumienie jako obejmowanie przedmiotu poznania, sugerujące, że przedmiot ten ma formę skończoną, dającą się objąć, umysł zaś ma cechy dłoni. Zresztą "dotykanie ważkich kwestii" - mową lub myślą - też nie pozostaje bez związku z naszym bio-manipulatorem...

Oto jeden z powodów frustracji - kiedy do niejasnej sytuacji stosujemy myślenie konwergencyjne.

A sytuacja jest zawsze niejasna, i wbrew amerykańskim rojeniom z filmów o zabójczyniach domowych, nigdy nie była pod kontrolą, więc się spod tej kontroli nie wymknęła. Zaś jeśli duża grupa osób posługuje się konwergencyjnymi strategiami intelektualnymi, wtedy rodzi się doktryna, religia czy ideologia.

Tu można zastanowić się nad takimi sytuacjami: a] - istnieje wiele poprawnych dróg (rozumowanie jako dochodzenie linearne) rozumowania i wiele poprawnych rozwiązań danego zagadnienia, b] istnieje wiele sposobów dochodzenia do rozwiązania zadania, które ma tylko jedno rozwiązanie c] jest tylko jedna droga do rozwiązania zadania, które ma tylko jedno rozwiązanie [d,e,f...].

Nie wiem, czy neurony organizują się na poziomie somatycznym samoczynnie, czy może edukacja (szkolna [prawda jest u nauczyciela i u nauczyciela prawda jest], kościelna [nie będziesz miał cudzych bogów przede Mną, życie wieczne, amen], domowa [rodzice mają zawsze rację, dzieci i ryby głosu nie mają], inna [sprawiedliwość jest dana a'priori]) generuje pewne połączenia, faktem jest jednak, że jedni ludzie dopuszczają wielość równoprawnych rozwiązań rzeczywistości, a inni dopuszczają tylko jedno rozwiązanie i jedną drogę (rytuały monoteizmu, jedyna słuszna prawda komunizmu). 

Problem pojawia się wtedy, kiedy konwergencjoniści czują się coraz bardziej rozdrażnieni dywergencjonizmem dywergencjonistów, i spoglądają tęsknie ku przemocy jako skutecznemu sposobowi podporządkowania sobie sytuacji jako takiej.

A w Wiedniu było extra. I w wielu innych miejscach też jest extra.

I nie zamierzam niczego obejmować umysłem. Od dzisiaj. HNY'18

11:24, slavmar
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 grudnia 2017
Czarno widzę, czy się tylko ściemnia?

Mam nadzieję, że się tylko ściemnia i po mrocznych czasach jasne znowu powrócą. Tylko kiedy ta ściema przeminie? Kiedy ciemny lud przestanie łakomić się na zepsutą kiełbasę wyborczą? Pijmy szybciej, bo się ściemnia! Wiadomo - z wódką nawet zepsuta kiełbasa nie zaszkodzi! Mi jednak w głowie kołata się inne zawołanie, jak widzę co wyczyniają: po nas choćby potop! Jak jest ciemno nie widać, że król jest nagi...
Niestety z polityki zrobiła się religia. A ta smoleńska była chyba tylko przygrywką, sprawdzeniem, jak daleko można się posunąć. I wygląda na to, że w czasach post-prawdy i fake-newsów (pardon my French) można się posunąć bardzo daleko...
Próbowałem zrozumieć, o co im chodzi i może nawet się nawrócić, więc poczytałem różne teksty drugiej strony. Ale się nie udało. Zrozumieć. Zupełnie nie przekonuje mnie spiskowa argumentacja, że kraju nie da się naprawić bez totalnej rozwałki i wypięcia się na Unię Europejską. Niestety nie udało mi się nawrócić, a przecież znacznie łatwiej byłoby żyć wierząc w tzw. dobrą zmianę. Nie mogę też zrozumieć, jak wiele bystrych osób, walczących kiedyś o wolność, trójpodział władzy itp., teraz przymyka oko na demontaż, a nawet go gloryfikuje. Musiało ich chyba spotkać wiele złego ze strony poprzednich ekip rządzących i teraz się odgrywają albo chodzi im po prostu o koryto... no właśnie - sam się daję wpędzać w narrację, która prowadzi donikąd. Oczywiście poprzednicy nie byli święci i mamy już niechlubną tradycję TKM przy zmianie ekipy rządzącej, ale nie jest to żadnym pocieszeniem. Bo ci teraz tak nabroili i podzielili naród, że nawet kościół tego nie scali... chociaż może kościół niech się lepiej do tego nie miesza i robi swoje.
A może tak po prostu musiało się stać, żeby ludzie relaksujący się pod ciepłą wodą z kranu docenili, jak mają dobrze oraz uświadomili sobie, że obok są ludzie z zimną wodą w kranie tylko? Dawniej dawaliśmy radę na dziejowych zakrętach, więc wierzę (i znowu religia...), że teraz też potrafimy się ocknąć i sprężyć... miałeś chamie...
A z innej beczki, to u nas się ściemnia, a na antypodach wstaje nowy dzień, co można zobaczyć na załączonym obrazku. Do dzisiaj nie mogę pojąć, jak oni tam chodzą do góry nogami i teraz mają sobie lato... ;)

00:40, slavmar
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 grudnia 2017
Wigilia Wigilii jest wigilią

, co dzięki zasadzie przechodniości referencji i wyłączonego środka oznacza, że każdy dzień jest wigilią Wigilii, z wyjątkiem samej Wigilii, pod warunkiem, że nie jest ona, zgodnie z zasadą przechodniości referencji, wigilią następnej Wigilii, a ponieważ jest, jest też Wigilia wigilią Wigilii, lecz nie samej siebie, choć przecież np. ja poprzedzam zawsze samego siebie, jestem więc swoją nieustającą wigilią. Ponieważ jednak Wigilia nie jest mną, sama siebie nie poprzedza. Ją z kolei poprzedzają i konstytuują karpie, te biedne ofiary polskiej gościnności. Jest też Wigilia wigilią Wigilii jako takiej, gdyż każda Wigilia jest tą samą w sensie referencyjnym Wigilią, tylko kiedy indziej, i tak to idzie od 2017 - x + y lat circa. Albowiem wszystkie punkty na osi o-strzałki (do kos) Eddingtona są wigiliami. Czyli zawsze jest wigilia, i ell'oo-o, o co kaman z tymi parkingami?

[o zwrocie "o co kaman?" i innych bardzo interesujących zwrotach można przeczytać na https://www.miejski.pl/slowo-O+co+kaman ]

Chyba, że czas nie istnieje.

Ale gdyby nie istniał czas, nie istniałoby prawdopodobieństwo i wszystko szlag by trafił.

Prędzej, czy później.

17:59, slavmar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 grudnia 2017
O sensie istnienia

Z góry przepraszam, że tytuł może być mylący, lecz nie może być inny, o czym za chwilę.

Ledwo człowiek sprzedał jeden samochód, a tu już rozgląda się za drugim! Chwila, chwila, co jest grane?! Czyżby status kierowcy konstytuował moje istnienie? Jeszcze dieslowe, a już za chwilę pewnie benzynowe? A może nawet hybrydowe?! Na pewno nie gazowe (fuj!) i jeszcze nie wodorowe (...). No więc w obliczu tak traumatycznego wydarzenia pytam się sam siebie - dlaczego? Tym bardziej, iż okazuje się, że moje jestestwo autonomicznego kierowcy jest poddawane coraz większemu ubezwłasnawalnianiu! Zaczęło się już wiele lat temu od tego, że pozbawiono mnie możliwości wymiany świec i czyszczenia gaźnika! Ok, diesel tego nie ma, ale z wymianą głupiej żarówki trza było zaiwaniać do warsztatu. A teraz pewnie ledwo mi się uda zachować manualną skrzynię biegów, pedualne pedały i ręczną kierownicę! Jako kierowcy jesteśmy coraz bardziej kastrowani! I być może stąd właśnie bierze się tyle agresji na drodze?! Bo jak zielona Skoda mi ścina zakręt przed nosem albo jakaś brudna beemka wcina w korku, to zamiast wsparcia nagłego hamowania, czy sygnalizacji martwego pola oraz klaksonu wolałbym mieć działko kaliber 37...

Że nie wspomnę, że auto mi mówi, jak szybko mam jechać, dokąd jechać, który bieg wrzucić, a niedługo nie będzie chciało ruszyć, jak nie chuchnę. I nie pomoże hasło, które na żonę jakoś działa: Łoj tam chuchnij, tfa pifka...

Ale to nic! Na zgniłym & dzikim Zachodzie są już podobno pojazdy całkowicie autonomiczne, co pozbawia kierowców sensu jakiegokolwiek istnienia!

Tak przypuszczałem - ludzkość potrzebna było tylko jako etap przejściowy. Jak zjednoczone pojazdy autonomiczne skumają, po co my się przemieszczamy, co robimy i gadamy w ich wnętrzach, oraz że białkowy balast jest im potrzebny właściwie tylko do tego, żeby im rozkazywać, dokąd mają pojechać, to przestaną nas wpuszczać do środka.

W każdym razie ja bym na ich miejscu tak zrobił. A gdzież mi do AI! Nawet ze zwykłą komórką nie mogę wygrać w szachy...

22:03, slavmar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 grudnia 2017
W sensie ogólnym

Zwykle - jak już mówiłem - dopada mnie refleksja natury ogólnej, połączona z poczuciem dziwności istnienia, oraz wrażeniem bezsensu, kiedy oglądam konkurs jazdy figurowej na łyżwach (albo na lodzie, zależy od punktu przyłożenia interpretacji). Jednak ostatnio infekcja widocznie przedarła się przez immunologiczną zaporę, i dziwię się także na widok kobiet rzucających sobie piłkę w tę i z powrotem, mężczyzn kopiących sobie piłkę raz w tę, raz z powrotem, ludzi w dziwnych strojach dziwnie podrygujących na parkiecie, wirujących w prawo, a potem w lewo, ludzi skaczących na nartach, utrudniających sobie życie stadnym bieganiem na nartach pod górkę i strzelaniem bez zdejmowania tych nart, do takich czarnych kółek, cwane strony www oczywiście blokują mi odczyt, bo ja blokuję reklamy, gdyż uważam, że nie muszę być nagabywany i molestowany treściami zgodnymi z ewidencją ciasteczek na moim kompie. Tu nadmienię, że takie strony blokujące moją ciekawość świata - to zwykłe, połamane kutasy. Czyli reakcja na akcję. Która była reakcją. Więc nie wiem, czy Polki przeszły dalej.

Ale nie to chciałem wyrazić. 

Chciałem wyrazić to, że w poczekalni na nieuchronny koniec osobisty i zupełnie jednostkowy, oszalały tłum jednostek albo bombarduje co się da, szczególnie tych, którzy nie mogą się odbombardować bombardującym, co znacząco redukuje bombardowanym czas oczekiwania, albo dziwnie się wygina na wszystkie strony, a reszta, także tłum, nie wyłączając mnie, tłumnie wytłumiona, gapi się na to wszystko w zadziwieniu, z rozdziawionymi gębami, i ślina im z półotwartych ust kapie na spodnie i inne części garderoby.

A Ziemia sobie popier...ala przez Wszechświat, jakby nigdy nic.

10:34, slavmar
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 grudnia 2017
Treść twarzy białej inaczej

Są miejsca w Skandynawii, gdzie takich twarzy jest znacznie więcej niż białych nieinaczej. Ale ponieważ to jest Europa, to twarze się europeizują. Zwłaszcza w centrum handlowym. Centrum handlowe, to nie meczet, więc nie ma skupienia (no chyba, że przy czytaniu cen na metkach, czy wklepywaniu pinu na terminalu), bicia pokłonów, czy zawodzenia na losem człowieczym i niepojętością metafizycznej gramatyki. Zostaje pojętność zakupów jednoczącą wszystkie twarze w galerii, zwłaszcza w trakcie wspólnego posiłku, zwłaszcza na obszarze rozległego Food Corner, gdzie dominują oferty arabskie i azjatyckie. No jest też jakaś pizza i coś greckiego. Aha jakieś sushi też. Ale z jakichś przyczyn największe kolejki przy jadłodajniach arabskich. O! jest też nawet mongolskie barbeque, czyli dowiem się co jadł Azja syn Tuchaj-beja... Nawet, nawet, ale nie tak ostre, jak wbijanie na pal.

Przyglądam się kto, co je i żółte skośno-okie twarze jedzą raczej chińskie, ale poza tym nie widzę jakiejkolwiek prawidłowości. No, ale nie jestem w stanie odróżnić śniadej twarzy z Pakistanu, Kazachstanu, czy Turcji. Że nie wspomnę o twarzach skośno-okich w różnych odcieniach. No bo w Polsce tego nie uświadczysz, więc skąd niby mam wiedzieć? Z National Geographic? No może... No bo przecież nie z TVP... chłe, chłe, Mellechowicz... Luśnia ty młocie!

21:09, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 grudnia 2017
Treść twarzy

Od razu powiem, że nie rozumiem twarzy. A i układ rozpoznawania mam słaby. Nie rozpoznaję i nie rozumiem. Nawet jak rozpoznam. Dlatego - wyznam szczerze - niepokoją mnie ludzkie twarze, lęk mnie na widok ludzkiej twarzy bierze, a w brzuchu chrzęszczą żuki, ważki i jeże.

Pierwszy raz przydarzyło mi się to onegdaj, we wrześniu, na spacerze, gdym z parku mrocznego podążał na wieczerzę. Oto nagle męska twarz nad sinym płaszczem rozpostarła swe oblicze, a ja ani w ząb, nie rozumiem nic z tego, lecz nie krzyczę. Milczkiem, wzrok odwróciwszy od gęby, powróciłem między tuje i dęby.

I tak mi zostało, a nawet się nasila, ale nie rozpaczam. Po prostu - patrzę na twarz i nie wiem co ona oznacza.

11:31, slavmar
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 grudnia 2017
Odśnieżanie trawy

Czasem trzeba odśnieżyć trawę, żeby sprzedać stary samochód. Poza zrobieniem wielu innych rzeczy, począwszy od przerejestrowania pojazdu na zabytkowy, przez wykupienie ogłoszeń w popularnych portalach, aż do wysłuchiwania przez telefon w piątkowe wieczory tłumaczeń podchmielonych gostków, którzy chcieliby, a nie mogą odebrać pojazdu, bo kolega obiecał garaż, a nie dotrzymał słowa albo nie udało się załatwić lawety.

A potem trzeba odśnieżyć trawę, żeby wyjazd nie był zbyt śliski, bo jest pod kątem prostym (φ=90o) i pod górkę (α=13o), co wystarczy, żeby letnie opony przy tylnym napędzie nie szukały bezskutecznie punktów (molekuł?) zaczepienia w grząskim błocie (pod trawą). W takiej sytuacji potrzebne są dwie osoby (+ kierowca /ciekawe, czy w przyszłości autonomiczne pojazdy będą miały tryb wypychania, np. sterowany z komórki, to wtedy dwie osoby wystarczą |chociaż nie wiem, jak będą obsługiwać komórkę dotykową wypychając auto {chociaż nie musi wcale być wtedy dotykowa}|/).

Oczywiście odśnieżanie nic nie daje, bo dalej pada deszcz ze śniegiem, a potem śnieg z deszczem, ale fachowy operator lawety szybko sobie sam poradził.

Po czym zostały tylko obrazy symbolizujące zmianę czasów.

Przed i po

22:31, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 listopada 2017
Kiedyś byłem w miejscowości P.

Te maszkarony mają głowy.

Siedzą wysoko, nie mają poglądów politycznych, więc Rewolucja je oszczędziła. Rewolucje oszczędzają potwory, szczególnie te na dachach katedr, chyba, że wysadzają katedry w powietrze, wtedy nie, zaś ludziom zwykłym, jak i świętym, przede wszystkim głowy ODRYWAJĄ. Ale rewolucje to ludzie w amoku, więc najwyraźniej r-ludzie wolą potwory (na dachu) niż kompletnych świętych (w garści). Chciałbym tu nadmienić, iż zabawny i mocno zabawowy Homo ludens jest zarówno kreatorem maszkar, jak i świętych, a także czynów rewolucyjnych, buntów mas, przezabawnych Fat Man'ów i filuternych Little Boy'ów. Proponuję, dla dobra wywodu, przyjąć stanowisko indeterministyczne, żeby do cna nie kompromitować i tak chybionej mocnej zasady antropicznej.

Gdyby nie wielkie wymieranie nr X,  dlatego "x", że nie chce mi się teraz sprawdzać, które to akurat wielkie wymieranie, to nasza planetka krążyłaby sobie wypełniona po brzegi dinozaurami wszelkiej maści, i nie byłoby Liberte/Egalite/Fraternite pochodzącego od pra-chomika (nie chce mi się teraz sprawdzać czy e, è czy é, i czy to był rzeczywiście pra-chomik, pra-świnka morska czy praszczur, pewnie praszczur, bo rymuje się do "jaszczur") lub gilotyny dla virgo intacta, Pani Charlotty Corday, oskarżonej o antyrewolucyjny nierząd, i nie byłoby zapewne aż tak wielkiego popytu na wiklinowe kosze. I na szarlotki.

maszkaron11a

Tak to jest, pod niebieskim sklepieniem Naszej Pani. Szkoda, że Gotyk się skończył, choć ani nie przebrzmiał, ani nie wybrzmiał. Brzmi i drży, a ONE patrzą. Ale nie chce mi się sprawdzać na kogo.

 

maszkaron22a1

12:03, slavmar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 listopada 2017
Przeboje festiwalowe

Nie chodzi o hity, ale przeboje właśnie, znaczy problemy. Przeboje nabrzmiałe i przebrzmiałe, gdyż Moja Żona wyolbrzymiając z pewnością na mieście wybrzmiała. Donośnie. Zapewne.

Żony pewnych zasad nie rozumieją (mężowie zresztą też, lecz innych i nie tu i nie teraz o tym), więc pogodzić się z nimi nie mogą (lub nie chcą /co nie ma znaczenia, bo nic nie zmienia/), co prowadzi do budzącej ukradkowe spojrzenia dyskusji w kinowym foyer. Narzekanie na padający deszcz w obecności meteorologa być może ma sens. Nieco większy niż narzekanie na brak biletów w obecności sztabu kasjerów, którzy nie mają w programie opcji dostawiania kwadracików na ekranie. Gdyby mieli, to by pewnie dostawili. Ale wiem, że nie jest to proste, bo robię w oprogramowaniu też. Dziwnie to zabrzmiało, ale nie o to chodziło. Przy ograniczonych zasobach algorytm nie może być rozrzutny...

W efekcie czego zamiast Cichej Nocy była Barbara. Barbara okazała się na tyle dobra, że w ciemno strzelę, iż lepsza od Cichej Nocy. A nie zawsze francuska poezja lepsza jest na dużym ekranie od polskiej komedii. Właściwie rzadko. Tym razem jednak opatrzność okazała się łaskawa wykupując wszystkie bilety na Cichą Noc.

23:41, slavmar
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 listopada 2017
Smuga cienia vol. 5432

Od razu powiem, bo po co nam to nieznośne napięcie, że kupiłem książkę. Kupiłem ją z zamiarem przeczytania, i to nie czegokolwiek, ale właśnie tej książki. Czyli dokonałem zakupu, a działanie moje było intencjonalne i - być może - racjonalne. Tu pragnę nadmienić, iż Moja Żona wykryła na okładce książki, która symultanicznie objawiła się w naszej kuchni, taką adnotację: "Pod tym linkiem możesz pobrać darmową próbkę tej książki"! Od razu powiem wyraźnie, choć już to sugerowałem, ale to musi być jasne, bo po co nam to nieznośne napięcie, że Jej książka była inną książką, nie tą, którą ja kupiłem. Mogę więc "pobrać DARMOWĄ PRÓBKĘ książki". Nie "przeczytać fragment", albo "zapoznać się z treścią rozdziału trzeciego" ale właśnie pobrać próbkę, w dodatku darmową, razem z bezpłatnym, wirtualnym szamponem czy fantasmagorycznym płynem antyłupieżowym naprowadzanym gratisowo na podczerwień mojej nieestetycznej łysiny.

Tu muszę wyraźnie powiedzieć, bo po co nam to nieznośne napięcie, że autorem opisanej wyżej obserwacji, jak i pogłębionej refleksji, była Moja Żona. Ja jestem tylko autorem niniejszego wpisu. Wczoraj zapomniałem słowa "neutralny" w dyskusji o cechach niektórych sosów sojowych, słowo uwięzło mi w mózgu, bo myślałem, że jest na "a", a było na "n", ale do "n" nie doszedłem szukając słowa oddającego aaromatyczność, ale to tylko dygresja.

O jakiej książce mówię, mówiąc o książce, którą kupiłem? Jaką JA kupiłem książkę? Żeby zredukować nieznośne napięcie, powiem, że mówię o "Sercu ciemności" napisanym od nowa przez Jacka Dukaja w oparciu o tekst Conrada.

Co do mnie, to ja, ze swej strony, oprócz książki (niestety Pani Sprzedawczyni zapomniała wpakować do reklamówki inną opłaconą przeze mnie książkę ś.p. Grzegorza Miecugowa, vol. 1) nabyłem (powodowany konsumpcjonizmem postawy oraz troską o rynek księgarski) także plastikową brytfankę śledzi w oleju, opisaną jako "Śledzie w oleju, RĘCZNIE ZDOBIONE z pieprzem cytrynowym". Ręczne zdobienie śledzi z pieprzem cytrynowym odbywało się prawdopodobnie w Bochni, a może w Wieliczce, śledzie złowiono w śledziodajnych solankach, dlatego takie słone, na sławnych łowiskach Podkarpacia. Czynność zdobnicza mogła polegać na grawerowaniu łusek rylcem φ 0,034 mm, gdyż śledzie bocheńskie na skutek prowadzenia hodowli w sztolniach, są być może gładkie i nadmiernie śliskie. Myślę, że zdobienia mogli się podjąć tylko emerytowani szyprowie, wytrawne wilki morskie lub bezrobotni rybacy z łowisk trans-atlantyckich.

Ponadto w kinie "Charlie" obejrzeliśmy z okazji imienin Mojej Żony film pt. "Manifesto" z Cate Blanchett we wszystkich rolach głównych. I bardzo dobrze, bo film wart jest obejrzenia.

Ale nie o to chodzi. To była tylko dygresja a'priori w moim nie napisanym, i całe szczęście, zważywszy styl moich wynurzeń, poemacie. Chodzi o to, że MY TU jesteśmy w strefie cienia, którą w dodatku światło rac i pochodni ociemnia gwałtownie, to są "ciemne świecidła", które oślepiają duchownych. Emanacje mroku ze źródeł egzotermicznie, gwałtownie utlenianych.

A - tak w ogóle - to jakie SĄ - te nasze serca? Bo o jądra to nie śmiem pytać.

11:26, slavmar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 listopada 2017
PiS zabrać krowę

Jak PiSowi zabrać krowę, to nieładnie bardzo, atak na pryncypia i niepodległość. Ale jak PiS zabrać krowę, to jak najbardziej ok, bo w imieniu suwerena (jakiego właściwie, się pytam?!) no i pewnikiem za przyzwoleniem Prezesa.

Nie wiem do kogo dociera ta TVPropaganda, bo to już takie odwracanie kota ogonem, że z ogona nic już nie zostało. I nie wiem, czy to w ogóle był kot, czy skunks (bo śmierdzi coraz bardziej).

Tusk nie zatłitował nic nowego i pewnie na jego miejscu też bym nie wytrzymał.

A oni rżną idiotów udając, że nie rozumieją, że to krytyka ich poczynań, a nie atak na Polskę. Rząd PiS, to nie Polska! Dorwali się do władzy, ale nie na skutek woli większości, tylko dzięki zbiegowi okoliczności, błędom poprzedników i matematyce ordynacji wyborczej. I teraz wyraźnie chcą powtórzyć numer na ordynację wyborczą (czyli ją zmienić).

No i niestety poza "filozofią Kalego" PiS uprawia (zasiewa i rżnie) filozofię nienawiści. Bo obawiam się, że spory procent sondażowego poparcia, to wciąż jest elektorat nienawiści. I obawiam się, że PiS będzie chciał dalej pojechać na tym paliwie. Którego u nas akurat dostatek...

Zgodnie ze starą już diagnozą Kurskiego "ciemny lud to kupuje". Mam nadzieję, że jednak wkrótce skuma, co właściwie kupuje. Skunksa w worku?



21:58, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 listopada 2017
No i niestety

Nie będzie u nas Expo'22. Z oświadczeń Pana G. i Pani Z. wynika, że jest to zwycięstwo o cechach porażki. Albo vice versa. Przegraliśmy 56:62, sześcioma głosami, ale nigdy, nigdy dotąd nie byliśmy tak blisko. Czyli wbiegliśmy zdyszani na peron by obejrzeć ginące we mgle czerwone światełka odjeżdżającego pociągu do Kutna, ale kilka naszych atomów uleciało w ślad za nim, kilka wzbudzonych nadzieją elektronów zassanych podciśnieniem, no i peron odnowiony i czysty jak nigdy dotąd.

Co prawda tej jesieni nie dostrzegłem nikogo, kto by odważył się oczyścić naszą ulicę z resztek butwiejących liści, a z trawników zebrać resztki gałęzi po Ksawerym i Grzegorzu, oraz liście nie rozlasowane oponami aut. Zapewne jest to efekt polityki pro-eko, dzięki której nasze miasto przekształci się w jeden, wielki kompostownik. Studzienki oczywiście ulegną zatkaniu, śmieci rozwłóczone przez inteligentne krukowate oraz kuny, psy i koty okraszą tę brejkę, i będziemy mogli uradować wzrok nasz (sam w sobie zamglony) naturalnością rozkładu.

Ciekawe, czy zielona linia zadziała. Start przedwczoraj, o jedenastej.

09:39, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 listopada 2017
Tak sie zastanawiam

Wpadają mi w oko i w ucho różne wiadomości. Różne różniste. Czasem byś nie uwierzył/a! Sam nie wiem, czy wierzyć. Ale czasem są zdjęcia, a nawet filmy. I tak się zastanawiam, czy to ludziom tak odjebywuje? Czy może dziennikarzom?! Że robią gwiazdę z pojeba, co się dorwał do karabinu, bo nie lubił teściowej. Gdzieś tam w Ameryce... Hameryce właściwie. Ale Ameryka to insza inszość - wybrali Trumpa. Ok, my też wybraliśmy, co wybraliśmy (nie ja, ale pewnie któryś sąsiad), więc nie przyganiać Amerykanom za Trumpa i Brytolom za Brexit. Ale jak koledzy w pracy przy kawie dyskutują, jak prosto załatwić sobie licencję na broń, to już sam nie wiem...

Pojebów nigdy pewnie nie brakowało, ale teraz jakoś trendy być pojebem i kogoś giwerą rozp...ć albo pojazdem własnym lub pożyczonym. Obawiam się, że media trochę nakręcają tę spiralę, a ISIS zagrzewa do boju. Więc słabo się będą przebijać do oka mego lub ucha wiadomości, że fale grawitacyjne znowuż podekscytowały elitę astrofizyków i astrofizyczek, zaś Niemcy spławili rzeką ogromną wagę do zważenia bezmasowych - jak się do niedawna zdawało - neutrin.

Więc tak się zastanawiam, czy ten cały Kim Dzong Un wymachujący nuklearną giwerą to tylko medialny teatrzyk i straszak, czy faktycznie gościowi odbije?! Właśnie sprawdzam na flightradarze, jak LOT lata do Japonii i widzę, że skrupulatnie omija zarówno Chiny, jak i Koreę Północną lecąc cały czas nad jakże rozległą Rosją. Z mapy wynika, że mógłby tak bardziej na skuśkę i byłby ze 2 godziny szybciej... ale może to tak tylko wygląda krzywizna globu na płaskiej mapie?



00:13, slavmar
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 listopada 2017
Auto, pre Pani, nie skręca pod kątem prostym...

...dlatego mówimy "promień" i - co istotne -  "skrętu" a nie oś transformacji, przekątna kwadratu przemieszczenia, relokacja boczna nagła, odstawka w lewo, prostokąt zawracania czy przesunięcie równoległe stacjonarne w sensie progresywnym. Wobec tego, pre Pani, która co sobotę parkuje vis-a-vis mojej bramy swoje ładne, małe, błękitne coś, co być może ma wszystkie koła skrętne i zawraca w miejscu, przy rskr=0, proszę uprzejmie pozostawić specjalnie dla mnie margines na łuk, do ciężkiego promienia wodzącego r=5,5m, i ciężkiej średnicy zawracania = 11m, żebym mógł wychynąć płynnie z bramy posesji, na której pędzę żywot mój miałki (tzn. nie na bramie, tylko na posesji)! I jeszcze może na zachodzenie reflektora przedniego wraz z maską ze 45cm. Bo ja ani w przód łukiem, ani w tył łukiem, ani w bok łukiem, tylko w górę łukiem co najwyżej mogę, do jakiejś 14.08, kiedy kończy się kurs i wszystkie Panie powracają do swych aut. Bardzo proszę i zdecydowanie nalegam.

ANEX

Od dzisiaj - jak widzę - tj. 08/11/17, kurs także w środy, od godziny 10.00. Oto i różowosiny Matiz, oto i Pani. Cóż mogę? Cóż ja mogę?! W domu siedzieć, wódkę pić. Bo i tak nigdzie nie pojadę.

09:10, slavmar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 października 2017
Kondycja artysty widziana z boku

Z boku nie wygląda to optymistycznie, od środka zapewne zupełnie kiepsko, z tyłu liceum z przodu muzeum, a z góry, to pewnie nic nie widać. Znaczy może i coś widać, ale oni na artystów patrzą niechętnie, bo artysta nie suweren, a wogle oni ci artyści, to jak dzieci: głosu nie mają, jeść nie wołają i mogą se strajkować głodowo do usranej... za przeproszeniem (znaczy licentia poetica). Zresztą ta współczesna sztuka, to pożal się, co kot napłakał... W najlepszym razie!

A ciotka dewotka (acz zacna kobieta bynajmniej) podsumowuje sytuację rzeczowo, jak na suwerena i osobę pamiętającą wojnę przystało:

- No tak, van Gogh też głodem przymierał...

Nie zapytałem, czy była na tym ostatnim o nim filmie. Nie zapytałem, dlaczego akurat van Gogh, a nie Strzemiński... spieszyła się na kolejne groby, a ja na inny cmentarz.

Ale ostatnio słyszałem, że mają przywrócić artystom lepsze koszty uzyskania przychodu! Ale co z tymi, co nie mają uzysku ze sztuki? Znam kilku takich... właściwie głównie takich.

23:35, slavmar
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 października 2017
A czekajże na Grzegorza

My tu tak sobie o pogodzie, a DORSZ Ci powie!

Czekając na Grzegorza mocuję elementy ruchome, kije przykręcam do szczotek, podejmuję flotę czyli hajs z bankomatów, ładuję komórkę, drzwi przymykam, ustawiam się z dala od drzew i - na wszelki wypadek - także wszelkich krzewów, w szczególności róż. Gromadzę zapasy, kradnę wiewiórkom (przyuważyłem przechery!) pieprzone orzechy. W trosce o Anglosasów, przyjaciół naszych, co to nam zdemolowali składnię i wokabularz, co każą nam kupować dyzajnerskie brendy w toptrendy multibrendy autletach, nie bez nutki kołczingu w zakresie bodybildingu, powinniśmy dodać, iż wyżej wzmiankowany Grzegorz ma na nazwisko Brzęczyszczykiewicz 

Ale co tam, DORSZ mi powie!

Dorsz mnie ostrzeże, gdy latające ryby chrzęszczącą swą ciżbą zechcą przegrzebać wybrzeże.

Potem każdy niech będzie dumny ze swej kolumny. Od razu widać, że to sieć bazowych stacji dla neuroprzekaźników piątej generacji.

A, jeszcze latarka, zwykły torcz.

17:18, slavmar
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28