RSS
wtorek, 12 grudnia 2017
W sensie ogólnym

Zwykle - jak już mówiłem - dopada mnie refleksja natury ogólnej, połączona z poczuciem dziwności istnienia, oraz wrażeniem bezsensu, kiedy oglądam konkurs jazdy figurowej na łyżwach (albo na lodzie, zależy od punktu przyłożenia interpretacji). Jednak ostatnio infekcja widocznie przedarła się przez immunologiczną zaporę, i dziwię się także na widok kobiet rzucających sobie piłkę w tę i z powrotem, mężczyzn kopiących sobie piłkę raz w tę, raz z powrotem, ludzi w dziwnych strojach dziwnie podrygujących na parkiecie, wirujących w prawo, a potem w lewo, ludzi skaczących na nartach, utrudniających sobie życie stadnym bieganiem na nartach pod górkę i strzelaniem bez zdejmowania tych nart, do takich czarnych kółek, cwane strony www oczywiście blokują mi odczyt, bo ja blokuję reklamy, gdyż uważam, że nie muszę być nagabywany i molestowany treściami zgodnymi z ewidencją ciasteczek na moim kompie. Tu nadmienię, że takie strony blokujące moją ciekawość świata - to zwykłe, połamane kutasy. Czyli reakcja na akcję. Która była reakcją. Więc nie wiem, czy Polki przeszły dalej.

Ale nie to chciałem wyrazić. 

Chciałem wyrazić to, że w poczekalni na nieuchronny koniec osobisty i zupełnie jednostkowy, oszalały tłum jednostek albo bombarduje co się da, szczególnie tych, którzy nie mogą się odbombardować bombardującym, co znacząco redukuje bombardowanym czas oczekiwania, albo dziwnie się wygina na wszystkie strony, a reszta, także tłum, nie wyłączając mnie, tłumnie wytłumiona, gapi się na to wszystko w zadziwieniu, z rozdziawionymi gębami, i ślina im z półotwartych ust kapie na spodnie i inne części garderoby.

A Ziemia sobie popier...ala przez Wszechświat, jakby nigdy nic.

10:34, slavmar
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 grudnia 2017
Treść twarzy białej inaczej

Są miejsca w Skandynawii, gdzie takich twarzy jest znacznie więcej niż białych nieinaczej. Ale ponieważ to jest Europa, to twarze się europeizują. Zwłaszcza w centrum handlowym. Centrum handlowe, to nie meczet, więc nie ma skupienia (no chyba, że przy czytaniu cen na metkach, czy wklepywaniu pinu na terminalu), bicia pokłonów, czy zawodzenia na losem człowieczym i niepojętością metafizycznej gramatyki. Zostaje pojętność zakupów jednoczącą wszystkie twarze w galerii, zwłąszcza w trakcie wspólnego posiłku, zwłaszcza na obszarze rozległego Food Corner, gdzie dominują oferty arabskie i azjatyckie. No jest też jakaś pizza i coś greckiego. Aha jakieś sushi też. Ale z jakichś przyczyn największe kolejki przy jadłodajniach arabskich. O! jest też nawet mongolskie barbeque, czyli dowiem się co jadł Azja syn Tuchaj-beja... Nawet, nawet, ale nie tak ostre, jak wbijanie na pal.

Przyglądam się kto, co je i żółte skośno-okie twarze jedzą raczej chińskie, ale poza tym nie widzę jakiejkolwiek prawidłowości. No, ale nie jestem w stanie odróżnić śniadej twarzy z Pakistanu, Kazachstanu, czy Turcji. Że nie wspomnę o twarzach skośno-okich w różnych odcieniach. No bo w Polsce tego nie uświadczysz, więc skąd niby mam wiedzieć? Z National Geographic? No może... No bo przecież nie z TVP... chłe, chłe, Mellechowicz... Luśnia ty młocie!

21:09, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 grudnia 2017
Treść twarzy

Od razu powiem, że nie rozumiem twarzy. A i układ rozpoznawania mam słaby. Nie rozpoznaję i nie rozumiem. Nawet jak rozpoznam. Dlatego - wyznam szczerze - niepokoją mnie ludzkie twarze, lęk mnie na widok ludzkiej twarzy bierze, a w brzuchu chrzęszczą żuki, ważki i jeże.

Pierwszy raz przydarzyło mi się to onegdaj, we wrześniu, na spacerze, gdym z parku mrocznego podążał na wieczerzę. Oto nagle męska twarz nad sinym płaszczem rozpostarła swe oblicze, a ja ani w ząb, nie rozumiem nic z tego, lecz nie krzyczę. Milczkiem, wzrok odwróciwszy od gęby, powróciłem między tuje i dęby.

I tak mi zostało, a nawet się nasila, ale nie rozpaczam. Po prostu - patrzę na twarz i nie wiem co ona oznacza.

11:31, slavmar
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 grudnia 2017
Odśnieżanie trawy

Czasem trzeba odśnieżyć trawę, żeby sprzedać stary samochód. Poza zrobieniem wielu innych rzeczy, począwszy od przerejestrowania pojazdu na zabytkowy, przez wykupienie ogłoszeń w popularnych portalach, aż do wysłuchiwania przez telefon w piątkowe wieczory tłumaczeń podchmielonych gostków, którzy chcieliby, a nie mogą odebrać pojazdu, bo kolega obiecał garaż, a nie dotrzymał słowa albo nie udało się załatwić lawety.

A potem trzeba odśnieżyć trawę, żeby wyjazd nie był zbyt śliski, bo jest pod kątem prostym (φ=90o) i pod górkę (α=13o), co wystarczy, żeby letnie opony przy tylnym napędzie nie szukały bezskutecznie punktów (molekuł?) zaczepienia w grząskim błocie (pod trawą). W takiej sytuacji potrzebne są dwie osoby (+ kierowca /ciekawe, czy w przyszłości autonomiczne pojazdy będą miały tryb wypychania, np. sterowany z komórki, to wtedy dwie osoby wystarczą |chociaż nie wiem, jak będą obsługiwać komórkę dotykową wypychając auto {chociaż nie musi wcale być wtedy dotykowa}|/).

Oczywiście odśnieżanie nic nie daje, bo dalej pada deszcz ze śniegiem, a potem śnieg z deszczem, ale fachowy operator lawety szybko sobie sam poradził.

Po czym zostały tylko obrazy symbolizujące zmianę czasów.

Przed i po

22:31, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 listopada 2017
Kiedyś byłem w miejscowości P.

Te maszkarony mają głowy.

Siedzą wysoko, nie mają poglądów politycznych, więc Rewolucja je oszczędziła. Rewolucje oszczędzają potwory, szczególnie te na dachach katedr, chyba, że wysadzają katedry w powietrze, wtedy nie, zaś ludziom zwykłym, jak i świętym, przede wszystkim głowy ODRYWAJĄ. Ale rewolucje to ludzie w amoku, więc najwyraźniej r-ludzie wolą potwory (na dachu) niż kompletnych świętych (w garści). Chciałbym tu nadmienić, iż zabawny i mocno zabawowy Homo ludens jest zarówno kreatorem maszkar, jak i świętych, a także czynów rewolucyjnych, buntów mas, przezabawnych Fat Man'ów i filuternych Little Boy'ów. Proponuję, dla dobra wywodu, przyjąć stanowisko indeterministyczne, żeby do cna nie kompromitować i tak chybionej mocnej zasady antropicznej.

Gdyby nie wielkie wymieranie nr X,  dlatego "x", że nie chce mi się teraz sprawdzać, które to akurat wielkie wymieranie, to nasza planetka krążyłaby sobie wypełniona po brzegi dinozaurami wszelkiej maści, i nie byłoby Liberte/Egalite/Fraternite pochodzącego od pra-chomika (nie chce mi się teraz sprawdzać czy e, è czy é, i czy to był rzeczywiście pra-chomik, pra-świnka morska czy praszczur, pewnie praszczur, bo rymuje się do "jaszczur") lub gilotyny dla virgo intacta, Pani Charlotty Corday, oskarżonej o antyrewolucyjny nierząd, i nie byłoby zapewne aż tak wielkiego popytu na wiklinowe kosze. I na szarlotki.

maszkaron11a

Tak to jest, pod niebieskim sklepieniem Naszej Pani. Szkoda, że Gotyk się skończył, choć ani nie przebrzmiał, ani nie wybrzmiał. Brzmi i drży, a ONE patrzą. Ale nie chce mi się sprawdzać na kogo.

 

maszkaron22a1

12:03, slavmar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 listopada 2017
Przeboje festiwalowe

Nie chodzi o hity, ale przeboje właśnie, znaczy problemy. Przeboje nabrzmiałe i przebrzmiałe, gdyż Moja Żona wyolbrzymiając z pewnością na mieście wybrzmiała. Donośnie. Zapewne.

Żony pewnych zasad nie rozumieją (mężowie zresztą też, lecz innych i nie tu i nie teraz o tym), więc pogodzić się z nimi nie mogą (lub nie chcą /co nie ma znaczenia, bo nic nie zmienia/), co prowadzi do budzącej ukradkowe spojrzenia dyskusji w kinowym foyer. Narzekanie na padający deszcz w obecności meteorologa być może ma sens. Nieco większy niż narzekanie na brak biletów w obecności sztabu kasjerów, którzy nie mają w programie opcji dostawiania kwadracików na ekranie. Gdyby mieli, to by pewnie dostawili. Ale wiem, że nie jest to proste, bo robię w oprogramowaniu też. Dziwnie to zabrzmiało, ale nie o to chodziło. Przy ograniczonych zasobach algorytm nie może być rozrzutny...

W efekcie czego zamiast Cichej Nocy była Barbara. Barbara okazała się na tyle dobra, że w ciemno strzelę, iż lepsza od Cichej Nocy. A nie zawsze francuska poezja lepsza jest na dużym ekranie od polskiej komedii. Właściwie rzadko. Tym razem jednak opatrzność okazała się łaskawa wykupując wszystkie bilety na Cichą Noc.

23:41, slavmar
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 listopada 2017
Smuga cienia vol. 5432

Od razu powiem, bo po co nam to nieznośne napięcie, że kupiłem książkę. Kupiłem ją z zamiarem przeczytania, i to nie czegokolwiek, ale właśnie tej książki. Czyli dokonałem zakupu, a działanie moje było intencjonalne i - być może - racjonalne. Tu pragnę nadmienić, iż Moja Żona wykryła na okładce książki, która symultanicznie objawiła się w naszej kuchni, taką adnotację: "Pod tym linkiem możesz pobrać darmową próbkę tej książki"! Od razu powiem wyraźnie, choć już to sugerowałem, ale to musi być jasne, bo po co nam to nieznośne napięcie, że Jej książka była inną książką, nie tą, którą ja kupiłem. Mogę więc "pobrać DARMOWĄ PRÓBKĘ książki". Nie "przeczytać fragment", albo "zapoznać się z treścią rozdziału trzeciego" ale właśnie pobrać próbkę, w dodatku darmową, razem z bezpłatnym, wirtualnym szamponem czy fantasmagorycznym płynem antyłupieżowym naprowadzanym gratisowo na podczerwień mojej nieestetycznej łysiny.

Tu muszę wyraźnie powiedzieć, bo po co nam to nieznośne napięcie, że autorem opisanej wyżej obserwacji, jak i pogłębionej refleksji, była Moja Żona. Ja jestem tylko autorem niniejszego wpisu. Wczoraj zapomniałem słowa "neutralny" w dyskusji o cechach niektórych sosów sojowych, słowo uwięzło mi w mózgu, bo myślałem, że jest na "a", a było na "n", ale do "n" nie doszedłem szukając słowa oddającego aaromatyczność, ale to tylko dygresja.

O jakiej książce mówię, mówiąc o książce, którą kupiłem? Jaką JA kupiłem książkę? Żeby zredukować nieznośne napięcie, powiem, że mówię o "Sercu ciemności" napisanym od nowa przez Jacka Dukaja w oparciu o tekst Conrada.

Co do mnie, to ja, ze swej strony, oprócz książki (niestety Pani Sprzedawczyni zapomniała wpakować do reklamówki inną opłaconą przeze mnie książkę ś.p. Grzegorza Miecugowa, vol. 1) nabyłem (powodowany konsumpcjonizmem postawy oraz troską o rynek księgarski) także plastikową brytfankę śledzi w oleju, opisaną jako "Śledzie w oleju, RĘCZNIE ZDOBIONE z pieprzem cytrynowym". Ręczne zdobienie śledzi z pieprzem cytrynowym odbywało się prawdopodobnie w Bochni, a może w Wieliczce, śledzie złowiono w śledziodajnych solankach, dlatego takie słone, na sławnych łowiskach Podkarpacia. Czynność zdobnicza mogła polegać na grawerowaniu łusek rylcem φ 0,034 mm, gdyż śledzie bocheńskie na skutek prowadzenia hodowli w sztolniach, są być może gładkie i nadmiernie śliskie. Myślę, że zdobienia mogli się podjąć tylko emerytowani szyprowie, wytrawne wilki morskie lub bezrobotni rybacy z łowisk trans-atlantyckich.

Ponadto w kinie "Charlie" obejrzeliśmy z okazji imienin Mojej Żony film pt. "Manifesto" z Cate Blanchett we wszystkich rolach głównych. I bardzo dobrze, bo film wart jest obejrzenia.

Ale nie o to chodzi. To była tylko dygresja a'priori w moim nie napisanym, i całe szczęście, zważywszy styl moich wynurzeń, poemacie. Chodzi o to, że MY TU jesteśmy w strefie cienia, którą w dodatku światło rac i pochodni ociemnia gwałtownie, to są "ciemne świecidła", które oślepiają duchownych. Emanacje mroku ze źródeł egzotermicznie, gwałtownie utlenianych.

A - tak w ogóle - to jakie SĄ - te nasze serca? Bo o jądra to nie śmiem pytać.

11:26, slavmar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 listopada 2017
PiS zabrać krowę

Jak PiSowi zabrać krowę, to nieładnie bardzo, atak na pryncypia i niepodległość. Ale jak PiS zabrać krowę, to jak najbardziej ok, bo w imieniu suwerena (jakiego właściwie, się pytam?!) no i pewnikiem za przyzwoleniem Prezesa.

Nie wiem do kogo dociera ta TVPropaganda, bo to już takie odwracanie kota ogonem, że z ogona nic już nie zostało. I nie wiem, czy to w ogóle był kot, czy skunks (bo śmierdzi coraz bardziej).

Tusk nie zatłitował nic nowego i pewnie na jego miejscu też bym nie wytrzymał.

A oni rżną idiotów udając, że nie rozumieją, że to krytyka ich poczynań, a nie atak na Polskę. Rząd PiS, to nie Polska! Dorwali się do władzy, ale nie na skutek woli większości, tylko dzięki zbiegowi okoliczności, błędom poprzedników i matematyce ordynacji wyborczej. I teraz wyraźnie chcą powtórzyć numer na ordynację wyborczą (czyli ją zmienić).

No i niestety poza "filozofią Kalego" PiS uprawia (zasiewa i rżnie) filozofię nienawiści. Bo obawiam się, że spory procent sondażowego poparcia, to wciąż jest elektorat nienawiści. I obawiam się, że PiS będzie chciał dalej pojechać na tym paliwie. Którego u nas akurat dostatek...

Zgodnie ze starą już diagnozą Kurskiego "ciemny lud to kupuje". Mam nadzieję, że jednak wkrótce skuma, co właściwie kupuje. Skunksa w worku?



21:58, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 listopada 2017
No i niestety

Nie będzie u nas Expo'22. Z oświadczeń Pana G. i Pani Z. wynika, że jest to zwycięstwo o cechach porażki. Albo vice versa. Przegraliśmy 56:62, sześcioma głosami, ale nigdy, nigdy dotąd nie byliśmy tak blisko. Czyli wbiegliśmy zdyszani na peron by obejrzeć ginące we mgle czerwone światełka odjeżdżającego pociągu do Kutna, ale kilka naszych atomów uleciało w ślad za nim, kilka wzbudzonych nadzieją elektronów zassanych podciśnieniem, no i peron odnowiony i czysty jak nigdy dotąd.

Co prawda tej jesieni nie dostrzegłem nikogo, kto by odważył się oczyścić naszą ulicę z resztek butwiejących liści, a z trawników zebrać resztki gałęzi po Ksawerym i Grzegorzu, oraz liście nie rozlasowane oponami aut. Zapewne jest to efekt polityki pro-eko, dzięki której nasze miasto przekształci się w jeden, wielki kompostownik. Studzienki oczywiście ulegną zatkaniu, śmieci rozwłóczone przez inteligentne krukowate oraz kuny, psy i koty okraszą tę brejkę, i będziemy mogli uradować wzrok nasz (sam w sobie zamglony) naturalnością rozkładu.

Ciekawe, czy zielona linia zadziała. Start przedwczoraj, o jedenastej.

09:39, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 listopada 2017
Tak sie zastanawiam

Wpadają mi w oko i w ucho różne wiadomości. Różne różniste. Czasem byś nie uwierzył/a! Sam nie wiem, czy wierzyć. Ale czasem są zdjęcia, a nawet filmy. I tak się zastanawiam, czy to ludziom tak odjebywuje? Czy może dziennikarzom?! Że robią gwiazdę z pojeba, co się dorwał do karabinu, bo nie lubił teściowej. Gdzieś tam w Ameryce... Hameryce właściwie. Ale Ameryka to insza inszość - wybrali Trumpa. Ok, my też wybraliśmy, co wybraliśmy (nie ja, ale pewnie któryś sąsiad), więc nie przyganiać Amerykanom za Trumpa i Brytolom za Brexit. Ale jak koledzy w pracy przy kawie dyskutują, jak prosto załatwić sobie licencję na broń, to już sam nie wiem...

Pojebów nigdy pewnie nie brakowało, ale teraz jakoś trendy być pojebem i kogoś giwerą rozp...ć albo pojazdem własnym lub pożyczonym. Obawiam się, że media trochę nakręcają tę spiralę, a ISIS zagrzewa do boju. Więc słabo się będą przebijać do oka mego lub ucha wiadomości, że fale grawitacyjne znowuż podekscytowały elitę astrofizyków i astrofizyczek, zaś Niemcy spławili rzeką ogromną wagę do zważenia bezmasowych - jak się do niedawna zdawało - neutrin.

Więc tak się zastanawiam, czy ten cały Kim Dzong Un wymachujący nuklearną giwerą to tylko medialny teatrzyk i straszak, czy faktycznie gościowi odbije?! Właśnie sprawdzam na flightradarze, jak LOT lata do Japonii i widzę, że skrupulatnie omija zarówno Chiny, jak i Koreę Północną lecąc cały czas nad jakże rozległą Rosją. Z mapy wynika, że mógłby tak bardziej na skuśkę i byłby ze 2 godziny szybciej... ale może to tak tylko wygląda krzywizna globu na płaskiej mapie?



00:13, slavmar
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 listopada 2017
Auto, pre Pani, nie skręca pod kątem prostym...

...dlatego mówimy "promień" i - co istotne -  "skrętu" a nie oś transformacji, przekątna kwadratu przemieszczenia, relokacja boczna nagła, odstawka w lewo, prostokąt zawracania czy przesunięcie równoległe stacjonarne w sensie progresywnym. Wobec tego, pre Pani, która co sobotę parkuje vis-a-vis mojej bramy swoje ładne, małe, błękitne coś, co być może ma wszystkie koła skrętne i zawraca w miejscu, przy rskr=0, proszę uprzejmie pozostawić specjalnie dla mnie margines na łuk, do ciężkiego promienia wodzącego r=5,5m, i ciężkiej średnicy zawracania = 11m, żebym mógł wychynąć płynnie z bramy posesji, na której pędzę żywot mój miałki (tzn. nie na bramie, tylko na posesji)! I jeszcze może na zachodzenie reflektora przedniego wraz z maską ze 45cm. Bo ja ani w przód łukiem, ani w tył łukiem, ani w bok łukiem, tylko w górę łukiem co najwyżej mogę, do jakiejś 14.08, kiedy kończy się kurs i wszystkie Panie powracają do swych aut. Bardzo proszę i zdecydowanie nalegam.

ANEX

Od dzisiaj - jak widzę - tj. 08/11/17, kurs także w środy, od godziny 10.00. Oto i różowosiny Matiz, oto i Pani. Cóż mogę? Cóż ja mogę?! W domu siedzieć, wódkę pić. Bo i tak nigdzie nie pojadę.

09:10, slavmar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 października 2017
Kondycja artysty widziana z boku

Z boku nie wygląda to optymistycznie, od środka zapewne zupełnie kiepsko, z tyłu liceum z przodu muzeum, a z góry, to pewnie nic nie widać. Znaczy może i coś widać, ale oni na artystów patrzą niechętnie, bo artysta nie suweren, a wogle oni ci artyści, to jak dzieci: głosu nie mają, jeść nie wołają i mogą se strajkować głodowo do usranej... za przeproszeniem (znaczy licentia poetica). Zresztą ta współczesna sztuka, to pożal się, co kot napłakał... W najlepszym razie!

A ciotka dewotka (acz zacna kobieta bynajmniej) podsumowuje sytuację rzeczowo, jak na suwerena i osobę pamiętającą wojnę przystało:

- No tak, van Gogh też głodem przymierał...

Nie zapytałem, czy była na tym ostatnim o nim filmie. Nie zapytałem, dlaczego akurat van Gogh, a nie Strzemiński... spieszyła się na kolejne groby, a ja na inny cmentarz.

Ale ostatnio słyszałem, że mają przywrócić artystom lepsze koszty uzyskania przychodu! Ale co z tymi, co nie mają uzysku ze sztuki? Znam kilku takich... właściwie głównie takich.

23:35, slavmar
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 października 2017
A czekajże na Grzegorza

My tu tak sobie o pogodzie, a DORSZ Ci powie!

Czekając na Grzegorza mocuję elementy ruchome, kije przykręcam do szczotek, podejmuję flotę czyli hajs z bankomatów, ładuję komórkę, drzwi przymykam, ustawiam się z dala od drzew i - na wszelki wypadek - także wszelkich krzewów, w szczególności róż. Gromadzę zapasy, kradnę wiewiórkom (przyuważyłem przechery!) pieprzone orzechy. W trosce o Anglosasów, przyjaciół naszych, co to nam zdemolowali składnię i wokabularz, co każą nam kupować dyzajnerskie brendy w toptrendy multibrendy autletach, nie bez nutki kołczingu w zakresie bodybildingu, powinniśmy dodać, iż wyżej wzmiankowany Grzegorz ma na nazwisko Brzęczyszczykiewicz 

Ale co tam, DORSZ mi powie!

Dorsz mnie ostrzeże, gdy latające ryby chrzęszczącą swą ciżbą zechcą przegrzebać wybrzeże.

Potem każdy niech będzie dumny ze swej kolumny. Od razu widać, że to sieć bazowych stacji dla neuroprzekaźników piątej generacji.

A, jeszcze latarka, zwykły torcz.

17:18, slavmar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 października 2017
Podłamki, odłamki i ekscytacje

Nie ma człowiek spokoju w obecnych czasach. Wszystko przez media i internet. Ludzie muszą się ciągle czymś ekscytować, bo jak się nie ekscytują, to nie kupują, nie głosują, nie klikają, nie podążają, nie pożądają, nie rozmnażają się - ogólnie nie konsumują materii, informacji i siebie nawzajem. A bez tego nasza cywilizacja nie mogłaby się rozwijać. Podobno. Cywilizacja jaką znamy. I jaką bronimy przed zagładą. Ze strony kosmitów, islamistów albo napuszczonych przez ekologów żywiołów. Jak na przykłąd taki mlodszy kuzyn Ksawerego, co nam w kraju narobił więcej szkody w drzewostanie niż Szyszko. Nie żebym nie doceniał wpływu ministra, ale wpływ ten podobny jest raczej do uwolnienia niszczycielskiego żywiołu (ludzkiego nota bene), aniżeli wypuszczenia armii harwesterów. Bo ile one wycięły, to jest jakoś tam sprawdzane i dokumentowane poprzez zdjęcia satelitarne. Ale ile padło brzóz strzelistych, lip rozłożystych, wiekowych dębów, malowniczych wierzb, zgarbionych jabłonek itp. itd. to nikt tego nie zliczy.

A tu już nowy żywioł nadchodzi z zachodu, którym się nie bez powodu ekscytują Brytole. A niebo im się na żółto zabarwiło, więc niektórzy sięekscytują, że to kara za Brexit. A to tylko Ofelia zassała pustynne piaski i przygnałą je nad Wyspy Brytyjskie. Gdy to piszę mija właśnie Irlandię:

Ophelia online

Do nas odłamki tylko dotrą, a dzięki niej mamy trochę ciepłego powietrza z południa.

Ale co tam Ofelia i inne huragany, tornada i orkany. Podobno szykuje się dużo większa "jatka"! Naukowcy monitorują wulkany na Wyspach Kanaryjskich, gdyż od kilku lat wzrasta aktywność sejsmiczna tych okolic. Co może wskazywać, że budzi się wulkan Cumbre Vieja. A jak się zbudzi, to nas zje! No, może niekoniecznie nas, ale galante tsunami może narobić sporo szkód Europie Zachodniej od zachodu. I co ci biedni Irlandczycy zawinili? A może to kolejny nadmuchany temat, żeby się przez kilka dni poekscytować?

A jakby to kogoś nie ekscytowało wystarczająco, to naukowcy właśnie zaobserwowali (znowu) fale grawitacyjne wraz z elektromagnetycznymi na skutek zderzenia dwóch gwiazd neutronowych! Ale spoko - w odległości 130 milionów lat świetlnych, więc zanim tu dotrze, to...

20:49, slavmar
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 października 2017
Załamanie podłamania

Trochę się pogoda podłamała, ale ma być jeszcze załamanie podłamania, załamanie to nosi imię Ksawery, więc może będzie dostojne i taktowne. W porywach  elegancka dziewiątka, trochę dobrze wychowanej szóstki, przestudiowałem skalę Beauforta, więc zapewne będę skręcał gdzie nie trzeba w czwartek wieczorem. A lekkie konstrukcje niech uważają. Bo ciężkim to lata. Na www.wetter.de wszystko widać ładnie i dokładnie, Sylwia i Wolfgang asystują, podobnie Rosi, a Xavier solennie nadciąga. Brawo!

Zdołałem przed zimą stulecia dokonać impregnacji poręczy za pomocą impregnatu powłokotwórczego o znacznym stopniu penetracji. Oraz dobić kostkę młotem brukarskim o znacznym stopniu dobicia. Więc jak lód zetnie mech w listopadzie, to - mam nadzieję - podłoże nie wstanie tak jak ostatnio, blokując bramę i jej mocarne siłowniki FACC [fak!]. 

Ponadto, grabiąc piękne liście w celu nie zgrabienia (bo Ksawery), lecz schudnięcia (bo Ksawery) zastanawiałem się, w jakiej postaci liście bardziej podatne są na szybowanie w podmuchach - w pryzmie, czy luzem, na trawie leżące. Liść na trawie swobodnie ułożony łatwiej wzleci, czy liść pryzmatyczny, pomiędzy śliskimi pobratymcami ugrzęzły? Pryzma wyższa niż liść, więc wiatr ją rozniesie, a liścia nie rozniesie, bo niski i pojedynczy. Ale kto to wie, co też Xavier zamierza?

Najbardziej oczywiście raduje mnie fakt, iż nabyłem eleganckie obuwie ochronne o nazwie trzewiki Beta, z zamszem, zgodne z normą PN i EN, ze stalowymi ochraniaczami palców, wkładką antyprzebiciową, podeszwą antyelektrostatyczną i olejoodporną, antypoślizgową i wogle. Trochę szkoda takich ładnych butów do liści, ale trudno, najwyżej do Wiedeńskiej Opery na sylwestrową My Fair Lady kupię drugie.

23:09, slavmar
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 września 2017
Refleksje biznesowe, czyli business reflections

Wracając w piątek o 1 w nocy (nie z pubu bynajmniej, ale z roboty i nie z drugiej zmiany, tylko kolejnego awaryjnego spotkania), jadąc przez opustoszałe miasto bez korków i świateł, dziwię się, że można tak szybko przemieszczać się po tym mieście. I zastanawiam się, jak długo może pociągnąć firma, która ma takie problemy, no i ludzie, którzy muszą się wdzwaniać na spotkania przed północą. No bo oczywiście jest pewnym pocieszeniem, że ładnych parę osób z różnych stron świata musiało się wdzwonić razem ze mną, żeby wspólnie ustalić, czy można w końcu puścić obiecaną dostawę do klienta. Z wielu różnych przyczyn zbyt skomplikowanych, żeby tutaj objaśnić (a de facto dla mnie niezrozumiałych) sprawy się przeciągnęły od środy, kiedy o godzinie 15 powinno się dać w pół godziny tę dostawę wypchnąć. Ale się nie dało. Zapewne z uwagi na złośliwy trzepot skrzydeł jakiegoś pieprzonego motyla w Amazonii. Nie mam nic do motyli w Amazonii, ale niech ku... se trzepoczą tak, żeby mógł zaczynać weekend, jak pracownik nowoczesnej, zautomatyzowanej, cywilizowanej korporacji, a nie XIX-wiecznej fabryki. A gdzie ISO, kodeks pracy i LWB (life-work-balance)?

Mijając migające na żółto światła kolejnego skrzyżowania przychodzi mi genialna myśl, żeby po prostu zmienić robotę, bo teraz jest przecież rynek pracownika i ciągle mi przysyłają jakieś oferty (których nie mam czasu nawet przejrzeć).

Ale, ale - przychodzi otrzeźwienie - bo człowiek z niejednego już biznesowego pieca jadł: nie ma żadnej gwarancji, że gdzieś indziej w tej branży jest inaczej. A nawet może być gorzej! Bo może być gorzej... niestety zawsze może być gorzej. Ale nie zawsze może być lepiej. Takie już te cholerne prawa fizyki! ;)

02:05, slavmar
Link Komentarze (1) »
czwartek, 21 września 2017
Sakura San

Widocznie w 2013 był wysyp wiśni przyjaźni, bo oto znalazłem w Parku Baden-Powella alejkę:

sakurapowell3 

...rok ten sam... ...osoby te same, miesiąc ten sam, dzień ten sam...

...a godzina, minuta... sekunda...

(?)

Iżby nie powstało podejrzenie, że ironizuję niestosownie, tropiąc tajemne poli-lokacje osób i zdarzeń, dodam tylko, że popieram wiśnie, Wiśnie Sakura, przyjaźń, Przyjaźń Polsko-Japońską i Japońsko-Polską, oraz Sakurę jako bliski mi - z uwagi na obszar działalności, zarówno mojej, jak i Sakura San - Podmiot gospodarczy nie bez związku z Apeldoorn...

16:35, slavmar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 września 2017
To co że do Szwecji, czyli zaskoki cywilizowanego podróżnika

Nawet podróżując za miedzę, czyli za wodę niedużą (konkretnie: jezioro Bałtyk) można przeżyć szereg zaskoczeń. I podróżować niemal tak długo, jak do np. takiej Japonii, czy na Alaskę.

Jak pokazuje doświadczenie (mądry Polak po, a dlaczego nie przed?), wielu zaskoków można by uniknąć dzięki lepszemu obiegowi informacji. Oczywiście informacja "obiega" dzięki ludziom, a coraz częściej dzięki systemom (oprogramowaniu). Jednakże niestety nie ta co potrzeba. Zamiast atakować mnie kolejnymi idiotyzmami polityków, czy informacją, że jakiś Amerykanin wjechał w budynek, wolałbym, żeby mój smartfon poinformował mnie, że odwołano mój samolot. LOT już dawno wiedział, ale nie powiedział. Nie powiedział też grupie sędziwych Szwedów, ani kilku Finom, że Polakach nie wspomnę. Na szczęście dzięki zdobyczom cywilizacyjnym (dzięki przystąpieniu do Unii Europejskiej, ani nie Federacji Państw Międzymorza) LOT załatwił mi przelot do Sztokholmu przez Kopenhagę, a także nocleg, bo ten przelot był już kolejnego dnia. Trzeba było jednak najpierw odstać swoje w kolejce reklamacyjnej, nasłuchać się dyskusji szwedzkich emerytów oraz głośnej gadaniny przez komórkę wylewnego Fina (strasznie to dziwny język ten fiński). Nie omieszkał poinformować wszystkich w kolejce, że musi zadzwonić do swojego szefa (I must call my boss, yes my boss must know, I have to be tomorrow...). Potem druga kolejka do innego kontuaru, gdzie już mają w komputerze, co mi się należy i z maszynki do drukowania kart pokładowych wyskakują dla mnie wałczery na przejazdy taxi, nocleg ze śniadaniem oraz kolację. Jest to jakaś rekompensata... tu zaskokiem była jakość kolacji oraz śniadania. Znaczy się dobra jakość i duży wybór.

Natomiast zaskokiem nie było, że poranny lot do Kopenhagi się opóźnił przez co uciekł samolot do Szwecji. Pozytywnym zaskoczeniem było szybkie złapanie lotu (tym razem SASem), zaś negatywnym to, iż mój bagaż się na ten lot nie załapał. I tak mieszały się różne miłe i niemiłe zaskoczenia w podróży, nad którymi nie ma się co rozwodzić. Natomiast przebywając w niektórych (chyba głównie północnych) dzielnicach Sztokholmu człowiek jest (początkowo dość mocno) zaskoczony tym, iż biali ludzie są tam w mniejszości! Sprawdziwszy statystyki przestaje to dziwić, bo Szwecja w ostatnich latach przyjęła (procentowo) najwięcej uchodźców.

Ale największego zaskoczenia doświadczyłem w sklepie, gdy okazało się, że drobniakami, które miałem z poprzedniego wyjazdu nie mogłem zapłacić, bo... w Szwecji akurat nastąpiła wymiana pieniędzy! I od września można już tylko płacić nowymi. A stare trzeba wysłać pocztą do Banku Centralnego z odpowiednim wnioskiem i czekać na przelew (jeśli decyzja będzie pozytywna, sam koszt rozpatrzenia to 100 SEK, czyli jakieś 48 zł). Oczywiście był 2-letni okres przejściowy, ale jak człowiek tam nie mieszka i nie rozumie po Szwedzku, to skąd ma wiedzieć, że knują z wymianą pieniędzy? Tak więc teraz wyjeżdżając trzeba sprawdzać nie tylko, czy lotu czasem nie odwołali, ale jeśli się ma jakąś gotówkę zagramaniczną, to czy nie wymienili tam pieniędzy! ;-)

23:04, slavmar
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 września 2017
Żegnaj, odważna, zaginiona w akcji Vespa crabro...

O, żegnaj szerszeniu groźny, dałem Ci szansę, miałeś całą noc by się oddalić. Ale rano o 7.30 do klosza lampy oświetlającej ganek przywarły i przylgły (ew. przywarty i przylgnięty) (ew. przyssany, przyklejony, przykrochmalony, przypieprzony, przykuty, przytulony, wtulony w w.w.-osz, uczepiony, zintegrowany z w.w. -em)  byłeś wciąż, przyczajony trwałeś tam, w złudnym refugium półcienia, uparty jak osioł. Smutek aprioryczny zabójcy... No to gaśnica muchozolowa, zasięg 3 m, jeden krótki, celny strzał, i spadłeś natychmiast, by wić się w konwulsjach, więc dobiłem Cię, zmiażdżyłem twój odwłok... ja, i moja cywilizacja. Nie powróciłeś do domu z nocnej wycieczki.

Ale, kurde, wygar!!

A ile mycia po...

Czyli w tym roku znowu 3 sztuki, znowu we wrześniu, ale na progu, nie jak rok temu - kiedy wykończyła mnie przed wyjazdem w góry walka do upadłego w kuchni [do drugiej w nocy], potem w bibliotece [do upadłego do czwartej], a z salonu wyszedłem.

Gdyż z zasady: szerszeń wchodzi - ja wychodzę.

P.S.

...o, póki można (?)[?]... dzisiaj dwa, z lekka konwulsyjne, zatrute światłem nocy (trujące światło, zatruta lampa...), nadal działa śladowo stężone, na powierzchni, po 4 dniach, mimo umycia Ajaxem, nie domyłem światła... Tak. Rozgniotłem bestie czerwonogłowe, męki ich skracając... Cóż, muszę uważać, bo na kafle też trochę chyba... khe... poleciało...

09:46, slavmar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 sierpnia 2017
Japonia przyjaciółką Miasta Łodzi

Jakby ktoś nie wierzył, to w Ogrodzie Botanicznym jest na dowód tego tablica:

W Ogrodzie Botanicznym

Drugą Japonią nie zostaliśmy i nigdy nie zostaniemy. I nawet nie chodzi o to, że nie mieliśmy samurajów tylko warchołów i historia nasza, charakter i religia zgoła inne zupełnie. Ale to zupełnie. Japończycy i Azjaci w ogóle podobno są raczej ugodowi i kompromisowi, co przejawia się m.in. tym, że trzymają z silniejszym. A my wręcz przeciwnie (lecz nie o to mi chodzi, że trzymamy ze słabszym, to bardziej pokręcone), ale nie będę się teraz nad tym rozwodzić. Religia ma również znaczenie, ale też nie będę się nad tym rozwodzić. Jakoś tak się porobiło, że czego nie tknąć, to człowiek chciałby się trochę porozwodzić... Np. Hannę Zdanowską teraz PiS będzie po sądach ciągać. Chodziły ploty, że na jesień z takimi rzeczami ruszą, no i widać jesień za progiem.

Ech, co tam się rozwodzić - mam tylko nadzieję, że przy następnych wyborach rozwiedziemy się z PiSem. Bo przyjaciółka Japonia nam w tym raczej nie pomoże. Ani przyjaciółka Unia też raczej nie...

22:54, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 sierpnia 2017
Entowie są na usługach Moskwy

To jasne jak słońce. Dlatego trzeba te hybrydowe potwory rżnąć harwesterami, harwestować te hybrydowe, wyrośnięte zielone ludziki, co to sie panoszom i rozgałęziajom, i tlenem trujom, i fotocośtamtegujom na rubieży, to jest wojna, a na wojnie - jak na wojnie - wszystko uchodzi, nawet modlitwa w intencji dobrego zabijania, no i - zwycięzców nikt nie sądzi. I trzeba uderzeniem uprzedzającym w matecznik wszetecznej zieleni bić, a każdy wyrżnięty Ent, to jedno małe zwycięstwo drwala, a wielki skok ze skarpy dla ludzkości. A z kornika zrobi sie marmelade. I sie jom bedzie darmo w słoikach rozdawać jako wysokobiałkową, narodową eko-paszę dla niemowląt gorszego sortu. I nie będą nam wrogie media wmawiać, że nasze sukcesy handlowe w Janowie to porażki, bo mogliśmy te konie spuścić w cenie Leopardów, normalnie za złotówkę, niech się te media wezmą zastanowią nad sobą i posypią se głowę konia popiołem.

konik

 

02:02, slavmar
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 sierpnia 2017
Jest ciepło, nawet bardzo, a dwa baloniki przekłute

Dobrze, że upały zaczekały na weto prezydenta, bo ciężko byłoby wytrzymać na rozgrzanym placu. 40 stopni, to nie byle co! A w telewizji podano, że cała Polska szykuje się do bicia rekordu upałów, bo ciągle nie pobity od 1921. Tak nie może być! Nie takie rzeczy ze szwagrem w garażu... oj, ciepło, ciepło, żar z rozgrzanego mi brzucha bucha...

No więc prezydent zdążył z wetem przed upałami i przekłuł dwa balony. W takim gorącu mogłyby wybuchnąć. Został jeden, ale mniejszy, no to raczej nie wybuchnie.

Natomiast Machulskiemu całkiem się udała Volta. Skubany zdążył nawet Francuzom podarować widelce! Dobrze, że min. Gliński nie ma jeszcze władzy nad kinami.

Aha, w TVP właśnie puścili "Układ zamknięty". Dobry film, tylko jakoś tak chyba nie bez powodu akurat teraz. Bo przecież w TVP to raczej starocie puszczają. Widać Kurskiemu też się film podobał. Niestety nic na sędziów tam nie było, ale na prokuratorów postkomunistycznych i owszem. No i ten tytuł... Ale z drugiej strony przecież sprawiedliwość zwyciężyła, nawet gdy Polska była w ruinie... pewnie obejrzał tylko do połowy ;)

00:11, slavmar
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 lipca 2017
Notatki alter ego

Całe szczęście, że byliśmy też w Tych Dniach pod łódzkim Sądem na Placu Dąbrowskiego. Nie można - zgodnie z formułą tego dzienniczka - nie odnotować "Łańcucha Światła", który miał miejsce w Polsce, w ponad stu miastach, w dniach od 17 lipca - do 24 lipca, i jeden dzień dłużej. Kiedy kupowałem zgrzewkę spiskowych zniczy jako pożytecznie idiotyczny upiór bolszewizmu uwikłany w haniebny proceder wspierania wdów po ubekach, poszedłem na grób teścia, i postawiłem na granicie kilka spiskowych, podejrzanie do siebie podobnych wkładów eko-olejowych. Teść był mądrym człowiekiem, to niech ma, niech protestuje. A że miał wilczy bilet za Stalina, bo niepokornie wieszał krzyż nad drzwiami szkolnej sali, to pewnie nieistotny szczegół jego mglistej biografii.

Potem przyjąwszy dla zmyłki niedbałą formę spacerowicza udałem się na targowicki parteitag wrogów dobrej przemiany Gregora Samsy by niecić zdradzieckie niepokoje społeczne u stóp Temidy. Już po kilku dniach przejęliśmy ławeczkę nieopodal kosza, bo plecy jednak bolały.

Anioł Dobroci spłynął z przestworzy, było ciepło i świetliście.

 plac

 

11:34, slavmar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 lipca 2017
Nieoczywista równoległość rzeczywistości

To musiało nastąpić podczas lotu ze Szwecji, nad Bałtykiem były jakieś zawirowania grawitacji, a może nawet czarna dziura? W każdym razie przeniosło mnie do rzeczywistości równoległej, w której Pan Prezydent zrobił "2xN & 1xT", czyli zawetował dwie z trzech ustaw "reformujących" sądownictwo. Będąc w Szwecji byłem przekonany, że jestem w rzeczywistości "3xT", ale na szczęście samolot przeniosło do równoległej. Wolałbym, żeby to była rzeczywistość "3xN", ale dobre i to, jak się wyraził do kamery jeden z tych starców, którym siwizna nie przydała mądrości.

A może to nie mój samolot przeniosły zawirowania grawitacji, tylko te masy ludzi swoją masą nas przeniosły do "2xN & 1xT"? Czy gdyby masa była większa, to byśmy byli w "3xT"? Albo jakby była mniejsza, to byśmy mieli "1xN & 2xT"? A może to prezydenta nam przeniosło z równoległej rzeczywistości? A może miał ukrywanego brata bliźniaka, który go zastąpił? A może to zgniły Zachód sklonował nam i podmienił prezydenta? Nie takie rzeczy już dawno pokazywali w filmach! A w Chinach to już nawet klonują psy i koty... więc może to Chińczycy, a nie Zachód?

No w każdym razie Pan Prezydent trochę nam namieszał w rzeczywistościach wprowadzając nieoczywistość.

A może to tylko teatrzyk "Szczwana Kaczka" (nie mylić z Zieloną Gęsią!) i chodziło o to, żeby ludzie odetchnęli z ulgą: "nie obetniemy Wam obu nóg, tylko jedną rękę"?

Nieee, to chyba nie takie proste... mam nadzieję.

22:46, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 lipca 2017
...fajnie, że jest intertrans-lato-r i kopiujwklej jednomlaskiem
Będąc w Cieszynie można podziwiać miasto, bo to całkiem miłe z uroczym neoklasyczną architekturą. 
A po drugiej stronie rzeki Olzy są już Czechy, ale jest mniej interesujące, ponieważ
był na przedmieściach. Zatem przyszedł polskiego rynku miasta i zamek, i Czesi tylko przedmieście,
które były uznawane za nieuczciwe, ale teraz to nie ma znaczenia.
Po stronie czeskiej, jednak wielki Archeologiczne i przewodnik stara się mówić powoli i wyraźnie,
tak w języku czeskim, a nawet Polacy rozumieją. Ale język słowacki jest jeszcze bardziej
dostępne dla nas.

JA TEŻ UWAŻAM, ŻE PRZEDMIEŚCIA SĄ NIEUCZCIWE. I nic o ciasteczkach od, chy, Mary, why?
14:59, slavmar
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28