RSS
sobota, 30 czerwca 2018
Czas leci, leczy, ale czy krzepi?

Cukier krzepi - jak powiedział Wańkowicz, ale czy pokrzepia nas miniony czas?

Po Senegalu przyszła zero do trzech rozwałka z krzepką Kolumbią w czasie rzeczywistym i rzeczywistej rzeczywistości. Po prostu padły naszym chłopakom sprężarki, bo było 46 stopni w cieniu po zmierzchu. I sprężyny też gdzieś się zapodziały, może wpadły do soczewicy w Soczi? Zatem rozprężenie obyczajów, destrukcja reklam lotosu, zatamowanie piwnej powodzi i uziemienie piwnych helikopterów oraz nie licujące z godnością napastnika cykliczne szkalowanie dobrego imienia pewnego producenta telefonów.

Potem kuriozalna końcówka w meczu z Japonią. Gdyby Anglia i Belgia rozpoczęły swój mecz (o 20.00,  4 godziny po nas-nich-tamtych-wtedy) z takim nastawieniem to przy tabeli 6/6/0/0 powinni byli właściwie legnąć se na trawce i zakurzyć se cygarety, albo vice-versa. Publiczność oczywista zaraz by ich pobudziła, a może nawet nawiedziła na płycie. A swoją drogą, to mogłaby być ciekawa imprezka - 22 piłkarzy i tzw. sztaby - piją napoje izotoniczne, polegują sobie, pojadają daktyle, publika wyje, a potem też pije, i tańczy, i pojada, i wszystko dobrze się kończy.

Bo przecież nie ma nakazu kopania permanentnego, a zresztą - mogliby sobie tam od niechcenia, polegując, leniwie kopnąć to tu, to tam, żeby nie dostać czerwonej kartki za opóźnianie, a publika, 40 tysięcy, wyłaby sobie i gwizała, i - ole!, ole!, ole! - a na przerwę zniosłyby ich, tzn. piłkarzy, STAFFY od nru 201900 do 201987 - w modern-lektykach, i byłoby sielsko, anielsko, spokojnie, wesoło, i wypoczynkowo, wypoczęli by przed 1/8.

....ale nie, musieli się zajeździć, musieli się koniecznie naharować, i ci Belgowie, zupełnie od czapy nawet strzelili w bramkę, bramkę w bramkę, i bramka - gol! Co za samobójcze w sensie pragmatycznym ADHD!

...no nieinteligentni jacyś, pracowici nawet może!

Polacy zaś, łagodni, spełnieni zawodowo, i towarzysko, dobrze wyszkoleni, świetnie przygotowani, umotywowani i wybitni... co sie ta będą wysilać, oni po prostu źle weszli w turniej, potknęli się przy wejściu, i tak zostało, to już za późno, nie ma co, lewą nogą wstali z ławki, i tak już poszło, lewa noga im wyszła i totalna nawałka, no nie ma co się teraz rozwodzić, wszystko dobrze, dali z siebie wszystko co mogli. To było widać - dali wszystko, co mogli.

cukier_krzepi

10:42, slavmar
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 czerwca 2018
Jednak się stało, czyli uprzejmość dla Senegalu

Pewnikiem wiele już powiedziano i napisano po naszym meczu z Senegalem, ale nie dane mi to było usłyszeć, ani przeczytać (ale na pół meczu się załapałem). Już od jakiegoś czasu mówiło się, że to będzie trudny przeciwnik, że trzeba się przygotować i sprężyć. Odnoszę wrażenie, że za dużo się o tym mówiło, a chłopaki się chyba aż tak sprężyli, że podczas meczu musieli się rozprężyć. Chociaż pozostali spięci. Tak spięci, jakby przyjmowali u siebie ważnych gości. I tu chyba mamy wyjaśnienie - nasi postanowili kolegów z Senegalu po prostu ugościć, jak przystało na prawdziwych Polaków! I cóż że w Rosji?! Wszak na słowiańskiej ziemi przyjmowaliśmy afrykańskich gości, więc dobrze, żeby mieli jak najlepsiejsze pierwsze wrażenia. Męczyli się ze strzałami na bramkę, najwyraźniej mieli problemy ze skutecznością, to przy pierwszym golu trzeba im było pomóc. Ale okazało się, że po tym pierwszym golu tak się Senegalczycy zestresowali, że trzeba im było załatwić drugiego, bo żal było patrzeć. Ulitował się więc Krychowiak i wycofał piłkę, Piszczek tylko się przyglądał, jak wpuszczony w odpowiednim momencie na boisko Niang przejmuje piłkę. Bramkarz nie był zbyt gościnnie nastawiony do przybywającego z piłką i impetem gościa, ale nic nie mógł już wskórać przy zmowie swoich kolegów i sędziów.

Pewnie się po meczu zawodnicy nasłuchali od trenera, że przesadzili z tą gościnnością i teraz mają się sprężyć w trakcie meczu, a nie przed. Ale Kolumbijczycy po przegranej z Japonią też będą mocni sprężeni...

08:01, slavmar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 czerwca 2018
Kontynuując wondeg

pragnę nadmienić, iż wszyscy tu obecni, od Escherichia coli po Ojca Dyrektora, od morświna po meduzę, słonia, Bono i P.J. Harvey, wszyscy odnieśli sukces ewolucyjny, i to zapewne będzie przyczyną ich klęski. Kto jest - ten wygrał. Więc zaraz niechybnie przegra. Kogo nie ma - ten przegrał, jako gatunek oraz jako osobnik niezrealizowany, Panie Ichtiozaur, tak, do Pana mówię!

I żadne tam Jurassic Parki nie przywrócą do istnienia dodo ani stu milionów wymarłych gatunków, ani nie cofną wielkich i małych wymierań, a napis "Beware of Armageddon" (ang.) powinien być umieszczony na każdym atomie węgla...

I w ogóle po co ten cały Big Bang, inflacje, deflacje, defloracje, prostracje i defenestracje, no chyba, żeby można było jeszcze jedno piwko, a... to proszę bardzo!

10:00, slavmar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 maja 2018
Polska w ruinie ofiarą jest własnego sukcesu!

Usłyszałem przypadkiem w publicznej (chodzi o to, że mniej kasy dostaniemy z Unii) i nie wytrzymałem, musiałem więc zgłosić do Skarbnicy Wszelkich Głupot i Mądrości, którąż to internet niewątpliwie jest. Czyli dobrze, że nie oglądam publicznej, bo bym tak Skarbnicę naszą napchał, że nic by się już nie zmieściło! A to wcale nie abstrakcja, że miejsce w Skarbnicy skończyć się może. Chociaż dla wielu z nas to niewyobrażalne... noo, ale takie mamy czasy, że dzieją się rzeczy jeszcze niedawno niewyobrażalne. Na przykład staruszek przepłynął kajakiem ocean. I to nie Wiking jakiś bynajmniej, Portugalczyk, Holender, czy inny potomek sławnych żeglarzy. Tylko Słowianin. I to nie raz. I chciał jeszcze, ale żona stwierdziła, że dość tego dobrego, bo obiad stygnie ;) Więc pewnie również padł ofiarą swojego sukcesu...

I jak się tak głębiej, historycznie zastanowić, to jest to właściwie podstawowe prawo rozwoju osobniczego, jak i cywilizacyjnego: że nadchodzi taki moment, że stajemy się ofiarami własnego sukcesu. Jak było z Cesarstwem Rzymskim? Jak z Rzplitą od morza do morza? Jak z Napoleonem...? Że nie wspomnę o rewolucji pożerającej swe dzieci oraz ogon na deser. Czyli sukces prowadzi do klęski! No więc lepiej otworzyć kolejne piwko, niż tu jakieś przemyślenia wypisywać, bo jeszcze kto przeczyta, zauważy i będzie chciał wydać! A wtedy sukces murowany, kurde...

21:07, slavmar
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 maja 2018
Ale czy jeżeli można, to trzeba?

Nie wiem, i w ogóle mnie to nie obchodzi. Bo jeżeli trzeba, to czy można? Proszę bardzo. Ale co mnie to obchodzi? Wstałem o 2.35, bo położyłem się o 20.38. Mogłem, to się położyłem. Wstałem, bo nie dało się spoczywać. Nie trzeba było wstawać, bo teraz już nie można się położyć. Ale spoczywać się nie dało. Oto jest moja ulubiona, sentymentalna 4.16, dosyć pamiętna. ALE jeżeli można pamiętać, to czy koniecznie trzeba?

Obudził mnie sen. To jasne. Jak zwykle. Mam pobudliwe sny ostatnio. Bo, co do zasypiania, to - jak zwykle - zasnęła mnie jawa, Giro di Italia konkretnie, MLSu nie było. Giro usypia rewelacyjnie. Ale czy musi? We śnie dosyć męczącym, bo dużo jeździłem w terenie górzystym białym Jeepem, o, Freud miałby używanie, te wzniesienia ośnieżone, wąskie dróżki z pośniegową breją, grząskie zaspy, zakręty pod górę, we śnie więc - przejechałem [pod płotem-siatką metalową, na rogu, na śniegu, obok słupka] białą sukę w ciąży, to znaczy żyła, bez problemu, ale była nieco płaska w miejscu, gdzie po niej przejechałem. I futrzasta. Biała. Ale patrzyła. Fakt, że smutno. Każdy by smutno patrzył na jej miejscu, futrzasty czy nie, biały czy zielony. Dzieci płakały. Ich matka też patrzyła - karcącym wzrokiem ew. spojrzeniem, nie wiem czym się patrzy, korą wzrokową może, korą wzrokową mnie karciła w milczeniu. Patrzyła w milczeniu, a to jest najgorsze ze spojrzeń karcących - spojrzenie milczące. Prosto z doliny ludzi karcąco-milczących o spojrzeniach milkliwych. I karalnych. Spojrzenie karalne. Nie można? Ale czy trzeba?

A potem oczywiście ten pieprzony SUV sam odjechał, i przez zaśnieżony las przebijał się z mozołem, a ja brnąłem za nim, i kiedy dobrnąłem do drzwi auta - obudziłem się, bo tak jakoś groźnie począł obracać się ku mnie paszczą, mieląc bezgłośnie śnieg w zębach...

...nie, Panie Zygo-Freudku, nie czułem, że chce mi coś odgryźć, raczej po prostu przejechać mnie chciał...

Ale jeszcze się zdrzemnę, mogę, to muszę, bo potem - może być za późno.

04:32, slavmar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 maja 2018
A jednak można

Można żyć bez TiVi, WiFi, HiFi, PSP, RDS i internetu. Zwłaszcza na łonie natury, we wsi sielskiej anielskiej, wśród mchów i paproci, na boso i po dobroci.

Klangor żurawi niesie się po mokradłach, bocian kroczy dostojnie po łące, łabędzie uprawiają balety na stawie, biała czapla dziwnie szyję wygina na brzegu, bąk buczy w szuwarach, kaczki zrywają się hałaśliwie do lotu, a bóbr płochliwie umyka w głębinę.

Jedyna przewaga Discovery Channel, to brak komarów.

21:33, slavmar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 maja 2018
[...] to już tyle, a ja nic...

Kurczak słonkom nie podbechta frymuśnej kartoflanki.

Dziwne, stukam w literki, ale klawiatura nie chce się domyślić co będę pisał. Telefony są bardziej smart. Zawsze przewidują co też tam mi aktualnie chodzi po głowie i trafnie antycypują ad hoc treść komunikatów. Ambiwalentny ogórek już się przedstawił do przewiania wyglądu. Wnioskuję z tego, iż istnieje determinanta semiotyczna czy może oś znaczenia, tzw. strzałka od-szczeku, i co się powie, to się nie od-powie, i jest powiedziane po wsze czasy onomatopeja rzęzi po omacku przedwczoraj.

Można by rzec, iż Manchester w sercu swym jest wietrzny i niezamieszkały, oraz, że najechały to miasto-echo przemysłu hordy osobników posługujących się jakimś bliżej nieokreślonym bełkotem, który ma imitować angielski i wywoływać we mnie fałszywe mniemanie, że oto jestem w Anglii. To nie może być angielski. To jest jakiś szczekliwy erzatz, jakaś normalnie ściema, wiem, bo uczyłem się angielskiego, i brzmi on zupełnie inaczej, i w wielu gardłach podobnie, a nie tak doszczętnie indywidualnie. Jakieś narzecze może, albo spisek, w ogóle nie wylądowaliśmy w Anglii, kto wie, może nawet nie wystartowaliśmy, widziałem w Zakopanem taki autobus na siłownikach...

Kurcz słonikom decha uśnij z flanki.

10:09, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 marca 2018
Wiza do raju

Wiadomo, że raje są przereklamowane, ale ponieważ reklama dźwignią handlu, to ludzie i tak tam walą drzwiami i oknami, czasem przez komin.

Żeby uzyskać wizę do raju wystarczy załapać się na odpust, wysadzić w powietrze, robić dobre uczynki bezinteresownie albo wypełnić długi formularz szczerze odpowiadając na wiele różnych pytań. Ten ostatni sposób ma niewątpliwie jakiś sens, gdyż niektóre pytania zmuszają do głębokiej refleksji nad (nie tylko swoim) dotychczasowym życiem oraz jego celem. Przytaczam niektóre pytania ilustracyjnie w oryginalnej pisowni.

  • Do you seek to engage in espionage, sabotage, export control violations, or any other illegal activity while in the United States?
  • Do you seek to engage in terrorist activities while in the United States or have you ever engaged in terrorist activities?
  • Have you ever or do you intend to provide financial assistance or other support to terrorists or terrorist organizations?
  • Are you a member or representative of a terrorist organization?
  • Have you ever ordered, incited, committed, assisted, or otherwise participated in genocide?
  • Have you ever committed, ordered, incited, assisted, or otherwise participated in torture?
  • Have you committed, ordered, incited, assisted, or otherwise participated in extrajudicial killings, political killings, or other acts of violence?
  • Have you ever engaged in the recruitment or the use of child soldiers?
  • Have you, while serving as a government official, been responsible for or directly carried out, at any time, particularly severe violations of religious freedom?
  • Have you ever been directly involved in the establishment or enforcement of population controls forcing a woman to undergo an abortion against her free choice or a man or a woman to undergo sterilization against his or her free will?
  • Have you ever been directly involved in the coercive transplantation of human organs or bodily tissue?

Chrześcijaństwo zna instytucję rozgrzeszenia, więc

While a YES answer does not automatically signify ineligibility for a visa, if you answer YES you may be required to personally appear before a consular officer.

I jeszcze tylko na dobranoc wystarczy zapoznać się z:

WILLIAM WILBERFORCE HANDEL LUDŹMI OCHRONY OFICJALNEJ AKTU W 2008 R.

I po dokonaniu stosownej opłaty... nie, nie oczekiwać paszportu z wklejoną wizą do raju, tylko załatwiać dalej.
23:29, slavmar
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 lutego 2018
Latka lecą a grzeczność rośnie

I bardzo dobrze, i tak trzymać, składam niniejszym hołd i podziękowanie Gościom i Gospodarzom imprezki A&S duoparty, a także wracam mimochodem do wypartych wspomnień z lat minionych, i dobrze, i tak trzymać, wypierać i jeszcze raz wypierać, a nawet prać. Bo kto nie wyprze, ten skończy na tryprze (grzeczniej: Cyprze), a kto nie wypierze tego zjedzą jeże.

Gospodarz, jak kapitan (pochlebiam sobie, jaki ta ja kapitan, kapitel może), schodzi ostatni, ale tym razem, o dziwo, nie zszedłem, no, może faksthysznie mogłem darować sobie ten już na prawdę zuphełnie ostatniusieńki łyszeh brabazonbottling przed snem, ale trudno, ważne, że radość, dobroć, powściągliwość i empatia.

Ale oczy już nie te, co kiedyś...

Może i dobrze.

10:08, slavmar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 lutego 2018
Z dystansu (czyli jadę na Marsa)

Gdy nasi zarządzający poprzez kryzys politycy znowu próbują coś naprawić inaczej (a może intencjonalnie popsuć, żeby potem trochę się wycofać, co wyglądać będzie na naprawę?), szukam jakiegoś sposobu na oderwanie się od tych ziemskich spraw & sprawek. I oto NASA przychodzi z pomocą! Bo jest robota na Marsie i zaczęła się rekrutacja:

Nasa - Mars explorers needed
Temat jest w każdym razie i ciekawszy i bardziej doniosły niż tłumaczenia twórców ustawy o IPN, co właściwie mieli na myśli, jak bardzo dobrze chcieli i dlaczego wyszło jak zwykle. Narobili smrodu i żenady, ale cóż to znaczy przy eksploracji Marsa? Teraz to temat dość egzotyczny i pewnie jak NASA rozpocznie faktyczną rekrutację, to nie będę już w wieku poborowym. Ale faktem jest, że łazik Curiosity bada Marsa już trzeci marsjański rok (1964ty sol, czyli dzień marsjański), a łazik Opportunity jeździ tam sobie już ponad 14 lat (ziemskich, ponad 5K soli, a może solów)!

Mars

Przez internet można sobie sprawdzić, gdzie jest teraz Curiosity i co na czerwonej planecie wyczynia. Normalnie science-fiction! Serial ma może trochę wolną akcję, bo ten łazik przejechał dotąd niewiele ponad 18 km (Opportunity ponad 45 km), ale dzięki temu, co bada i przesyła kolonizacja Marsa staje się coraz bardziej realna.

Już dawno nic na ten temat nie było w żadnych wiadomościach! Łazik musiałby chyba znaleźć jakieś ruiny marsjańskiej cywilizacji albo chociaż wrak pojazdu kosmitów, żeby się takie info przebiło między relacją z posiedzenia komisji specjalnej, a migawkami z procesu kolejnego sędziego albo polityka PO czy PSL.

23:09, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 lutego 2018
Luty miesiącem pamięci przedaudytowej

A i owszem, owszem - tak. Nowa norma, nowe procedury, stara bida.

Zima. Dokarmianie.

Zarządy gorliwie analizują ryzyko ogólne, oraz ryzyka większe, ale mniejsze niż ogólne i mniejsze niż większe-mniejsze, skrzętnie wypełniają tabele, stosują świeżutkie algorytmy i prowadzą szeroko pojętą aktywność kognitywno-formalną w zakresie przewidzianym normą. W kontekście analizy kontekstu stare treści nabierają nowych rumieńców a organizacja, jako tekst kultury, staje się komunikatem, który brzmi jak spiżowy dzwon w gęstej ciszy sierpniowego popołudnia albo ryk odrzutowego silnika w mateczniku.

Tymczasem Bez Nasz, nasz lilak privé, Syryngia vulgaris nasza, onaż to wygląda jak zmutowana palma kokosowa o znacznym stopniu degradacji ulistnienia. Mutacja bezpalmy, która niekiedy także odbija na wiosnę, poszła dwutorowo (wcale nie piżmaczkowata, nie szczeciowata to palma jest) - otóż owocuje ona w lutym tego roku połówkami orzechów kokosowych wypełnionymi smalcem z nasionami słonecznika lub takimiż owocuje smalcowatymi połówkami ze smakowitymi, suszonymi larwami, alibo tyż wydaje z siebie doniczki z w.w. smalcem zmieszanym z ziarnami nieznanej proweniencji. Owocuje więc hemisferami i stożkami ściętymi, żeby sójki miały zagadkę, a sikory pokarm w dni mroźne.

I tak, jak chrzęści miażdżona w mocarnych dziobach treściwa karma przyrządzona ze stężałego [po wytopieniu z martwych tkanek zwierzęcych] tłuszczu, pożywnych larw, czarnych łusek i ziaren, tak chrzęszczą w tytanicznych duszach audytorów wewnętrznych miażdżone stalową wolą permanentnej poprawy twarde treści pożywnej PN-EN ISO 9001:2015.

...a z tą polemiką, to ten... że niby nie wiem? Ja nie wiem? Panie kierowniku, ja dobrze wiem, co wiem, zima jest...

10:31, slavmar
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 lutego 2018
Polemikne dalej (lub bliżej)

No i tak to już jest z tymi polemikami z samym sobą, że czasem człowiek sam nie wie, o co mu wcześniej chodziło, więc ochoczo uderza w polemikę. Widać taki mamy klimat, żeby polemizować. Na wszelki wypadek. A potem oczywiście trzeba będzie polemizować z polemiką, że uprawniona lub nie albo nawet wcale żadna polemika, tylko oczywista oczywistość. A z oczywistymi oczywistościami jest trochę jak z szukaniem zguby pod latarnią:

- A dlaczego Pan akurat tutaj szukasz?

- No bo tu jaśniej i lepiej widać...

Więc te obecne oczywiste oczywistości oświetlają silnym jupiterem nawet całkiem nieźle, tylko zupełnie obok miejsca zguby. I to właściwe niezależnie od tego, kto tym jupiterem świeci. Chociaż niektórzy świecą na pewno lepiej i bliżej. Ale "oczywiście" nie te reżimowe szcze-Kaczki... za przeproszeniem, jakoś tak wyszło... obok... nie mam nic do kaczek... nawet jakby szczekały polemizując z psami.

23:05, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 lutego 2018
A ja se polemiknę

Ku mojemu zdumieniu, i pozwolę sobie nie zgodzić się samemu sobie z samym sobą, jak to już bywało.

Otóż film, który ma być może na celu (ta podejrzliwość) dalsze frustrowanie Polaków, którzy powinni być dumni z postępów poczynionych na terytorium przez nich zamieszkiwanym ukazuje jedynie garść przypadków. I w oparciu o tę garść nie trzeba wnioskować o raju zamorskim i piekle lokalnym.

Można wybrać 500 osób, którym się nie powiodło, albo umiarkowanie podupadło, i stworzyć dokument wspierający tezę, iż jednak warto było po ukończeniu socjologii robić doktorat na UŁ a nie mieszać beton w USA, albo mieszać beton w Polsce, a nie spać w pudle w Chicago.

Problemem jest - wydaje mi się - brak poszanowania dla własnych, niemałych sukcesów, i to obecna władza wzmaga. Wbrew temu, co deklaruje. Nie obchodzi mnie, czy jest to celowa manipulacja, czy zbiorowe odreagowanie czegoś tam, czy zwykła głupota, po prostu żal, że nie ma apoteozy rozwoju dokonanego.

Beczkę faktów zepsuje łyżka poglądów.

A kto nie wierzy, że coś się zmieniło, niech sobie obejrzy jakiś polski filmik z lat 70 czy 80, nie dla treści ale dla tła, dla drugiego planu. W tle dobrze widać niewiarygodny wręcz progres.

Zaś co do zmian norm zachowania w zakresie np. relacji konsumencko-handlowych, przypominam: "Czego? Nie ma, niech się dowiaduje."

Gdyby tak sklepik w Głownie, ten sam, w tym samym miejscu, przenieść 30 lat wstecz to Pewex wysiada (piwa - 10 gat., whisky - 4 gat., wódka - 15 gat., Gillette, BiC-legendarne długopisy (też czasem z Kanady), Chipsy, Marlboro, Camele, ludzie kupują 10 dkg szynki! - raj berlińsko-nowojorski dla człowieka pracy, nie można przecisnąć się między regałami.

Może nie ma co się wściekać, może można mieć nadzieję, i ja staram się mieć nadzieję, że dziwnych ludzi w końcu z polityki wywieje... tylko kto to będzie naprawiał? Łagodnie, mądrze i wyrozumiale lecz stanowczo?

Wstyd przyznać, ale komunistyczne rojenia o egalizacji wszystkich, i braterstwie, i szacunku, bez względu na poziom, właśnie - dziwnie nieuchwytny poziom - wydają się błędem kardynalnym. Szanuję człowieka, człowieka w człowieku, nie brutala, nie głupka, nie złoczyńcę. Istotę człowieka, nie atrybuty doraźne. Ale forma, cechy, deformacja i degrengolada... cicho! Widział kto człowieka bez formy jego? Cicho, kur...! Sęk w tym, żeby chama, prostaka, prymitywa z mentalnego gnoju wydobyć, ogładzić, wyedukować, cel mu wskazać wyższy, a nie wszystkich w jeden gnój wpier...olić i dobrze zabełtać. Że tak, z chamska, truknę.

O, a teraz, widzę, że ci nierozsądni politycy nową wygenerowali, tym razem międzynarodową, aferkę ipnowską. Brawo. Dyplomacja. Hu-hu, ha-ha, hop-dziś-dziś, trala-la! Wyspiański z niedowierzaniem oczodoły przeciera.

...ta alter-egowa moja polemiczka mało polemiczna się robi, jakby... nieco...ekhm...

07:23, slavmar
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 stycznia 2018
Osadnik cd.

Cd. ale inaczej - już nie tak metaforycznie. Chociaż kto wie?

Otóż dość ciekawe są historie Polaków osiadłych gdzieś daleko za granicą jedną, drugą, czy trzecią. Jedni osiedli jeszcze przed opadnięciem żelaznej kurtyny, drudzy jeszcze przed wejściem do UE, a najnowsi już po. Formuła programu jest taka, żeby pokazywać Polaków, którzy odnieśli sukces, więc oczywiście nie chcą wracać. Ale dość smutny i jednoznaczny wniosek przebija z tych historii, że w kraju nie mieliby szansy/możliwości odnieść taki (albo podobny) sukces. Ucieczka dobrze im zrobiła. A ja oglądając to czuję się, jak w jakimś zaścianku, w którym trwa jałowy kocioł. W programie nie ma podtekstów politycznych, ale obecna sytuacja w kraju niestety podkreśla zaściankowość, wrzący kocioł i obniżenie lotów, czyli podcinanie skrzydeł. Bo jakoś tak z tego serialu wynika, że wystarczy wyjechać z Polski i już Polak rozwija skrzydła i realizuje swoje marzenia. Może dlatego, że taki osadnik przesycany jest innym osadem? Tu mamy osad zasyfiony smogiem spalanego po nocach kołtuństwa, śmierdzący antysemityzmem i nazizmem, duszący katolicyzmem i zamordkaczyzmem. Przepraszam za doraźność, ale niestety piszę tu & teraz i ona (doraźność) mi akurat skrzeczy. Przy tak grubym osadzie słowa chrzęszczą w gębie, a piasek nienawiści boli w zwyrodniałych stawach przy każdym sensownym ruchu. Bezsensowne ruchy nie bolą, gdyż nie trzeba myśleć, tylko podążać...

Oczywiście wiemy, że gdzie indziej jest inny osad i każda nacja ma swoje problemy. Szwedzi też dużo piją, Rosjanie też biją żony, a Niemcy też mają nazikibiców.

Tylko chyba ten nasz polski osad jakoś chroni nas przed innymi szkodliwymi osadami tak, że większości raczej pomaga na obczyźnie. A tutaj zmieszany osad polsko-zagraniczny mógłby poważnie zaszkodzić. Dlatego Polacy raczej nie chcą wracać. Chyba, ze nie mają innego wyboru...

23:50, slavmar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 stycznia 2018
Osadnik

Ale dekantator, nie eksplorator białej plamy. Co ja mówię? A tak sobie metaforyzuję strukturalnie. A co mi tam. A co, nie wolno? Człowiek osadnikiem jest, w którym się osadza gęste i ciężkie, a lekkie na wierzchu pływa. Nie żeby szambo, raczej jakaś filtracja, jakieś rozdzielenie, ale nie schizofrenia, raczej pojemnik na doświadczenie, niebawem dziurawy, doświadczenie wypłynie, i będzie nareszcie jak trzeba, czyli pusto, ale czysto. I spokój wieczny, amen.

Przesadnie Wydłużony Interwał (PWI), zwany niekiedy interludium, powoduje, że oto gromadzą się w pamięci substancje stałe w takiej ilości, że nie ma co wracać do minionych chwil ze swoimi opisami scen mrożących krew w przyciasnych na skutek zaawansowanej sklerozy żyłach. 

Generalnie dobrze jest, był ksiądz po Kolędzie, młody i sprawny umysłowo, mogliby się hierarchowie uczyć od niższych rangą niektórych, może się zresztą uczą, ale nie od tych, co trzeba. Może coś z nadprzestworza spłynie i rozjaśni? Były jazdy i rozjazdy, grypy, śniegi, błota, breje, wichry, zniechęcenie i rozochocenie, ale po co się zniechęcać? Można się nie zniechęcać.

Byle do wiosny.

10:09, slavmar
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 stycznia 2018
Nie wierzcie dziennikarzom!

Cyklistom wierzyć można. Ale automobilistom w żadnym razie! Zasada ograniczonego zaufania. Zarówno względem tych z przodu, jak i z tyłu, jak również z lewej i z prawej. Ta samo z dziennikarzami - zasada ograniczonego zaufania - zarówno do tego co zapodają ci z lewej jak i tamci z prawej. Bo już nie ma nikogo pośrodku. "Pośrodku jest gówno po kotku" - jak mawiał brat dziadka na wsi (nie mylić broń Boże! z WSI), ale nie wiem, czy to akurat jest a'propos.

Generalnie dziennikarze ostatnio piszą słabo a'propos. I nie chodzi mi tu nawet o tzw. fake newsy, czy ordynarne kłamstwa. Chodzi mi o to, że wielu dziennikarzom się wydaje, że są pisarzami. Piszą do prasy czy do netu (oops! sorki - sieci) tylko po to, żeby później wydać książkę. Więc skoro mają powołanie pisarskie, to fakty im już nie wystarczą i muszą coś kreować, dorabiać, kombinować. Może nawet słyszeli kiedyś o prawdziwym zmyśleniu Hłaski, tylko adaptują to do publicystyki. Już zupełnie im się popierdzieliło! Biorą coś - nawet z reala (jakiś fakt, czy wypowiedź) - na swoją polemiczną grillownicę i jadą z koksem. Tylko zupełnie obok i nie a'propos. Izolują cytat z kontekstu, czynią założenia, naciągają intencje i potem już można jeździć do woli jak po łysej kobyle (sorki kobyła i obrońcy praw łysych kobył).

Pamiętam, że "sztuka" ta doprowadzona została do perfekcji w reżimowych mediach w okresie stanu wojennego, a teraz garściami czerpią z tego dorobku media publiczne (zwłaszcza Wiadomości i TVP info). A jak dochodzi do starcia bezpośredniego, to ostro widać, jak bardzo nie a'propos są dyskusje i argumenty. Mieli łączyć, a dzielą coraz bardziej, więc jedyna nadzieja w kolejnych wyborach. Polityków wyborami można wymienić, ale dziennikarzy...?

00:13, slavmar
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 stycznia 2018
Och, gdybyż umysłem...

objąć, uchwycić! I tu właśnie tkwi problem. Oraz przyczyna frustracji. Może...

Powyższe zdania kognitywistyka rozpatruje jako świadectwa metafor organizujących rozumienie świata, pisałem o tym w mojej przesławnej, nikomu nie znanej pracy magisterskiej, na początku ostatniej dekady ubiegłego wieku (jak to brzmi!) [jak spóźniona autoreklama?], metafor chyba strukturalnych, czyli mamy tu: problem jako coś co tkwi w czymś (w gładkiej desce gwóźdź?) oraz poznanie i rozumienie jako obejmowanie przedmiotu poznania, sugerujące, że przedmiot ten ma formę skończoną, dającą się objąć, umysł zaś ma cechy dłoni. Zresztą "dotykanie ważkich kwestii" - mową lub myślą - też nie pozostaje bez związku z naszym bio-manipulatorem...

Oto jeden z powodów frustracji - kiedy do niejasnej sytuacji stosujemy myślenie konwergencyjne.

A sytuacja jest zawsze niejasna, i wbrew amerykańskim rojeniom z filmów o zabójczyniach domowych, nigdy nie była pod kontrolą, więc się spod tej kontroli nie wymknęła. Zaś jeśli duża grupa osób posługuje się konwergencyjnymi strategiami intelektualnymi, wtedy rodzi się doktryna, religia czy ideologia.

Tu można zastanowić się nad takimi sytuacjami: a] - istnieje wiele poprawnych dróg (rozumowanie jako dochodzenie linearne) rozumowania i wiele poprawnych rozwiązań danego zagadnienia, b] istnieje wiele sposobów dochodzenia do rozwiązania zadania, które ma tylko jedno rozwiązanie c] jest tylko jedna droga do rozwiązania zadania, które ma tylko jedno rozwiązanie [d,e,f...].

Nie wiem, czy neurony organizują się na poziomie somatycznym samoczynnie, czy może edukacja (szkolna [prawda jest u nauczyciela i u nauczyciela prawda jest], kościelna [nie będziesz miał cudzych bogów przede Mną, życie wieczne, amen], domowa [rodzice mają zawsze rację, dzieci i ryby głosu nie mają], inna [sprawiedliwość jest dana a'priori]) generuje pewne połączenia, faktem jest jednak, że jedni ludzie dopuszczają wielość równoprawnych rozwiązań rzeczywistości, a inni dopuszczają tylko jedno rozwiązanie i jedną drogę (rytuały monoteizmu, jedyna słuszna prawda komunizmu). 

Problem pojawia się wtedy, kiedy konwergencjoniści czują się coraz bardziej rozdrażnieni dywergencjonizmem dywergencjonistów, i spoglądają tęsknie ku przemocy jako skutecznemu sposobowi podporządkowania sobie sytuacji jako takiej.

A w Wiedniu było extra. I w wielu innych miejscach też jest extra.

I nie zamierzam niczego obejmować umysłem. Od dzisiaj. HNY'18

11:24, slavmar
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 grudnia 2017
Czarno widzę, czy się tylko ściemnia?

Mam nadzieję, że się tylko ściemnia i po mrocznych czasach jasne znowu powrócą. Tylko kiedy ta ściema przeminie? Kiedy ciemny lud przestanie łakomić się na zepsutą kiełbasę wyborczą? Pijmy szybciej, bo się ściemnia! Wiadomo - z wódką nawet zepsuta kiełbasa nie zaszkodzi! Mi jednak w głowie kołata się inne zawołanie, jak widzę co wyczyniają: po nas choćby potop! Jak jest ciemno nie widać, że król jest nagi...
Niestety z polityki zrobiła się religia. A ta smoleńska była chyba tylko przygrywką, sprawdzeniem, jak daleko można się posunąć. I wygląda na to, że w czasach post-prawdy i fake-newsów (pardon my French) można się posunąć bardzo daleko...
Próbowałem zrozumieć, o co im chodzi i może nawet się nawrócić, więc poczytałem różne teksty drugiej strony. Ale się nie udało. Zrozumieć. Zupełnie nie przekonuje mnie spiskowa argumentacja, że kraju nie da się naprawić bez totalnej rozwałki i wypięcia się na Unię Europejską. Niestety nie udało mi się nawrócić, a przecież znacznie łatwiej byłoby żyć wierząc w tzw. dobrą zmianę. Nie mogę też zrozumieć, jak wiele bystrych osób, walczących kiedyś o wolność, trójpodział władzy itp., teraz przymyka oko na demontaż, a nawet go gloryfikuje. Musiało ich chyba spotkać wiele złego ze strony poprzednich ekip rządzących i teraz się odgrywają albo chodzi im po prostu o koryto... no właśnie - sam się daję wpędzać w narrację, która prowadzi donikąd. Oczywiście poprzednicy nie byli święci i mamy już niechlubną tradycję TKM przy zmianie ekipy rządzącej, ale nie jest to żadnym pocieszeniem. Bo ci teraz tak nabroili i podzielili naród, że nawet kościół tego nie scali... chociaż może kościół niech się lepiej do tego nie miesza i robi swoje.
A może tak po prostu musiało się stać, żeby ludzie relaksujący się pod ciepłą wodą z kranu docenili, jak mają dobrze oraz uświadomili sobie, że obok są ludzie z zimną wodą w kranie tylko? Dawniej dawaliśmy radę na dziejowych zakrętach, więc wierzę (i znowu religia...), że teraz też potrafimy się ocknąć i sprężyć... miałeś chamie...
A z innej beczki, to u nas się ściemnia, a na antypodach wstaje nowy dzień, co można zobaczyć na załączonym obrazku. Do dzisiaj nie mogę pojąć, jak oni tam chodzą do góry nogami i teraz mają sobie lato... ;)

00:40, slavmar
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 grudnia 2017
Wigilia Wigilii jest wigilią

, co dzięki zasadzie przechodniości referencji i wyłączonego środka oznacza, że każdy dzień jest wigilią Wigilii, z wyjątkiem samej Wigilii, pod warunkiem, że nie jest ona, zgodnie z zasadą przechodniości referencji, wigilią następnej Wigilii, a ponieważ jest, jest też Wigilia wigilią Wigilii, lecz nie samej siebie, choć przecież np. ja poprzedzam zawsze samego siebie, jestem więc swoją nieustającą wigilią. Ponieważ jednak Wigilia nie jest mną, sama siebie nie poprzedza. Ją z kolei poprzedzają i konstytuują karpie, te biedne ofiary polskiej gościnności. Jest też Wigilia wigilią Wigilii jako takiej, gdyż każda Wigilia jest tą samą w sensie referencyjnym Wigilią, tylko kiedy indziej, i tak to idzie od 2017 - x + y lat circa. Albowiem wszystkie punkty na osi o-strzałki (do kos) Eddingtona są wigiliami. Czyli zawsze jest wigilia, i ell'oo-o, o co kaman z tymi parkingami?

[o zwrocie "o co kaman?" i innych bardzo interesujących zwrotach można przeczytać na https://www.miejski.pl/slowo-O+co+kaman ]

Chyba, że czas nie istnieje.

Ale gdyby nie istniał czas, nie istniałoby prawdopodobieństwo i wszystko szlag by trafił.

Prędzej, czy później.

17:59, slavmar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 grudnia 2017
O sensie istnienia

Z góry przepraszam, że tytuł może być mylący, lecz nie może być inny, o czym za chwilę.

Ledwo człowiek sprzedał jeden samochód, a tu już rozgląda się za drugim! Chwila, chwila, co jest grane?! Czyżby status kierowcy konstytuował moje istnienie? Jeszcze dieslowe, a już za chwilę pewnie benzynowe? A może nawet hybrydowe?! Na pewno nie gazowe (fuj!) i jeszcze nie wodorowe (...). No więc w obliczu tak traumatycznego wydarzenia pytam się sam siebie - dlaczego? Tym bardziej, iż okazuje się, że moje jestestwo autonomicznego kierowcy jest poddawane coraz większemu ubezwłasnawalnianiu! Zaczęło się już wiele lat temu od tego, że pozbawiono mnie możliwości wymiany świec i czyszczenia gaźnika! Ok, diesel tego nie ma, ale z wymianą głupiej żarówki trza było zaiwaniać do warsztatu. A teraz pewnie ledwo mi się uda zachować manualną skrzynię biegów, pedualne pedały i ręczną kierownicę! Jako kierowcy jesteśmy coraz bardziej kastrowani! I być może stąd właśnie bierze się tyle agresji na drodze?! Bo jak zielona Skoda mi ścina zakręt przed nosem albo jakaś brudna beemka wcina w korku, to zamiast wsparcia nagłego hamowania, czy sygnalizacji martwego pola oraz klaksonu wolałbym mieć działko kaliber 37...

Że nie wspomnę, że auto mi mówi, jak szybko mam jechać, dokąd jechać, który bieg wrzucić, a niedługo nie będzie chciało ruszyć, jak nie chuchnę. I nie pomoże hasło, które na żonę jakoś działa: Łoj tam chuchnij, tfa pifka...

Ale to nic! Na zgniłym & dzikim Zachodzie są już podobno pojazdy całkowicie autonomiczne, co pozbawia kierowców sensu jakiegokolwiek istnienia!

Tak przypuszczałem - ludzkość potrzebna było tylko jako etap przejściowy. Jak zjednoczone pojazdy autonomiczne skumają, po co my się przemieszczamy, co robimy i gadamy w ich wnętrzach, oraz że białkowy balast jest im potrzebny właściwie tylko do tego, żeby im rozkazywać, dokąd mają pojechać, to przestaną nas wpuszczać do środka.

W każdym razie ja bym na ich miejscu tak zrobił. A gdzież mi do AI! Nawet ze zwykłą komórką nie mogę wygrać w szachy...

22:03, slavmar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 grudnia 2017
W sensie ogólnym

Zwykle - jak już mówiłem - dopada mnie refleksja natury ogólnej, połączona z poczuciem dziwności istnienia, oraz wrażeniem bezsensu, kiedy oglądam konkurs jazdy figurowej na łyżwach (albo na lodzie, zależy od punktu przyłożenia interpretacji). Jednak ostatnio infekcja widocznie przedarła się przez immunologiczną zaporę, i dziwię się także na widok kobiet rzucających sobie piłkę w tę i z powrotem, mężczyzn kopiących sobie piłkę raz w tę, raz z powrotem, ludzi w dziwnych strojach dziwnie podrygujących na parkiecie, wirujących w prawo, a potem w lewo, ludzi skaczących na nartach, utrudniających sobie życie stadnym bieganiem na nartach pod górkę i strzelaniem bez zdejmowania tych nart, do takich czarnych kółek, cwane strony www oczywiście blokują mi odczyt, bo ja blokuję reklamy, gdyż uważam, że nie muszę być nagabywany i molestowany treściami zgodnymi z ewidencją ciasteczek na moim kompie. Tu nadmienię, że takie strony blokujące moją ciekawość świata - to zwykłe, połamane kutasy. Czyli reakcja na akcję. Która była reakcją. Więc nie wiem, czy Polki przeszły dalej.

Ale nie to chciałem wyrazić. 

Chciałem wyrazić to, że w poczekalni na nieuchronny koniec osobisty i zupełnie jednostkowy, oszalały tłum jednostek albo bombarduje co się da, szczególnie tych, którzy nie mogą się odbombardować bombardującym, co znacząco redukuje bombardowanym czas oczekiwania, albo dziwnie się wygina na wszystkie strony, a reszta, także tłum, nie wyłączając mnie, tłumnie wytłumiona, gapi się na to wszystko w zadziwieniu, z rozdziawionymi gębami, i ślina im z półotwartych ust kapie na spodnie i inne części garderoby.

A Ziemia sobie popier...ala przez Wszechświat, jakby nigdy nic.

10:34, slavmar
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 grudnia 2017
Treść twarzy białej inaczej

Są miejsca w Skandynawii, gdzie takich twarzy jest znacznie więcej niż białych nieinaczej. Ale ponieważ to jest Europa, to twarze się europeizują. Zwłaszcza w centrum handlowym. Centrum handlowe, to nie meczet, więc nie ma skupienia (no chyba, że przy czytaniu cen na metkach, czy wklepywaniu pinu na terminalu), bicia pokłonów, czy zawodzenia na losem człowieczym i niepojętością metafizycznej gramatyki. Zostaje pojętność zakupów jednoczącą wszystkie twarze w galerii, zwłaszcza w trakcie wspólnego posiłku, zwłaszcza na obszarze rozległego Food Corner, gdzie dominują oferty arabskie i azjatyckie. No jest też jakaś pizza i coś greckiego. Aha jakieś sushi też. Ale z jakichś przyczyn największe kolejki przy jadłodajniach arabskich. O! jest też nawet mongolskie barbeque, czyli dowiem się co jadł Azja syn Tuchaj-beja... Nawet, nawet, ale nie tak ostre, jak wbijanie na pal.

Przyglądam się kto, co je i żółte skośno-okie twarze jedzą raczej chińskie, ale poza tym nie widzę jakiejkolwiek prawidłowości. No, ale nie jestem w stanie odróżnić śniadej twarzy z Pakistanu, Kazachstanu, czy Turcji. Że nie wspomnę o twarzach skośno-okich w różnych odcieniach. No bo w Polsce tego nie uświadczysz, więc skąd niby mam wiedzieć? Z National Geographic? No może... No bo przecież nie z TVP... chłe, chłe, Mellechowicz... Luśnia ty młocie!

21:09, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 grudnia 2017
Treść twarzy

Od razu powiem, że nie rozumiem twarzy. A i układ rozpoznawania mam słaby. Nie rozpoznaję i nie rozumiem. Nawet jak rozpoznam. Dlatego - wyznam szczerze - niepokoją mnie ludzkie twarze, lęk mnie na widok ludzkiej twarzy bierze, a w brzuchu chrzęszczą żuki, ważki i jeże.

Pierwszy raz przydarzyło mi się to onegdaj, we wrześniu, na spacerze, gdym z parku mrocznego podążał na wieczerzę. Oto nagle męska twarz nad sinym płaszczem rozpostarła swe oblicze, a ja ani w ząb, nie rozumiem nic z tego, lecz nie krzyczę. Milczkiem, wzrok odwróciwszy od gęby, powróciłem między tuje i dęby.

I tak mi zostało, a nawet się nasila, ale nie rozpaczam. Po prostu - patrzę na twarz i nie wiem co ona oznacza.

11:31, slavmar
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 grudnia 2017
Odśnieżanie trawy

Czasem trzeba odśnieżyć trawę, żeby sprzedać stary samochód. Poza zrobieniem wielu innych rzeczy, począwszy od przerejestrowania pojazdu na zabytkowy, przez wykupienie ogłoszeń w popularnych portalach, aż do wysłuchiwania przez telefon w piątkowe wieczory tłumaczeń podchmielonych gostków, którzy chcieliby, a nie mogą odebrać pojazdu, bo kolega obiecał garaż, a nie dotrzymał słowa albo nie udało się załatwić lawety.

A potem trzeba odśnieżyć trawę, żeby wyjazd nie był zbyt śliski, bo jest pod kątem prostym (φ=90o) i pod górkę (α=13o), co wystarczy, żeby letnie opony przy tylnym napędzie nie szukały bezskutecznie punktów (molekuł?) zaczepienia w grząskim błocie (pod trawą). W takiej sytuacji potrzebne są dwie osoby (+ kierowca /ciekawe, czy w przyszłości autonomiczne pojazdy będą miały tryb wypychania, np. sterowany z komórki, to wtedy dwie osoby wystarczą |chociaż nie wiem, jak będą obsługiwać komórkę dotykową wypychając auto {chociaż nie musi wcale być wtedy dotykowa}|/).

Oczywiście odśnieżanie nic nie daje, bo dalej pada deszcz ze śniegiem, a potem śnieg z deszczem, ale fachowy operator lawety szybko sobie sam poradził.

Po czym zostały tylko obrazy symbolizujące zmianę czasów.

Przed i po

22:31, slavmar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 listopada 2017
Kiedyś byłem w miejscowości P.

Te maszkarony mają głowy.

Siedzą wysoko, nie mają poglądów politycznych, więc Rewolucja je oszczędziła. Rewolucje oszczędzają potwory, szczególnie te na dachach katedr, chyba, że wysadzają katedry w powietrze, wtedy nie, zaś ludziom zwykłym, jak i świętym, przede wszystkim głowy ODRYWAJĄ. Ale rewolucje to ludzie w amoku, więc najwyraźniej r-ludzie wolą potwory (na dachu) niż kompletnych świętych (w garści). Chciałbym tu nadmienić, iż zabawny i mocno zabawowy Homo ludens jest zarówno kreatorem maszkar, jak i świętych, a także czynów rewolucyjnych, buntów mas, przezabawnych Fat Man'ów i filuternych Little Boy'ów. Proponuję, dla dobra wywodu, przyjąć stanowisko indeterministyczne, żeby do cna nie kompromitować i tak chybionej mocnej zasady antropicznej.

Gdyby nie wielkie wymieranie nr X,  dlatego "x", że nie chce mi się teraz sprawdzać, które to akurat wielkie wymieranie, to nasza planetka krążyłaby sobie wypełniona po brzegi dinozaurami wszelkiej maści, i nie byłoby Liberte/Egalite/Fraternite pochodzącego od pra-chomika (nie chce mi się teraz sprawdzać czy e, è czy é, i czy to był rzeczywiście pra-chomik, pra-świnka morska czy praszczur, pewnie praszczur, bo rymuje się do "jaszczur") lub gilotyny dla virgo intacta, Pani Charlotty Corday, oskarżonej o antyrewolucyjny nierząd, i nie byłoby zapewne aż tak wielkiego popytu na wiklinowe kosze. I na szarlotki.

maszkaron11a

Tak to jest, pod niebieskim sklepieniem Naszej Pani. Szkoda, że Gotyk się skończył, choć ani nie przebrzmiał, ani nie wybrzmiał. Brzmi i drży, a ONE patrzą. Ale nie chce mi się sprawdzać na kogo.

 

maszkaron22a1

12:03, slavmar
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28